Wyprawa do Sztolni Złotych Wołów

Data: 4 Listopada 2012
Godzina: 11:30
Temperatura: ok 10C
KoordynatyBliżej nieokreślone

Lokalizacja obiektu 
łatwa, średnia, BEZ TRAPERA SIĘ NIE OBEJDZIE
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, małe, średnie, MUSISZ ZAŁATWIĆ TRAGARZA (jeżeli używasz sp. wspinaczkowego)
Poziom trudności 
mały, średni, PÓŁ-ARMAGEDDON

Sztolnia Złotych Wołów była na początku mojej listy miejsc do odwiedzenia, ale zaczęła się jesień, a więc zrobiło się mokro, zimno i ponuro. Mimo, że jesień to chyba najlepsza pora na eksploracje, ja miałem zamiar zrobić sobie wolne do wiosny. Ale napisałem jeszcze do kolegi w sprawie lokalizacji  SZW (Sztolni Złotych Wołów), a ten zaproponował by do niej wpaść jeszcze tego samego dnia, ale odłożyliśmy to na drugi dzień.

Schemat

 



Sztolnia jak dla mnie jest dosyć ciekawe z tych względów, że aby dostać się do środka trzeba wejść przez głęboką na ok 10m studzienkę, we wnętrzu znajduje się szyb prowadzący na niższe, nieznane dotąd poziomy no i fakt, że przejść można tylko ok 100m, gdyż dalszą drogę uniemożliwia spory zawał, reszta, a więc 250m chodnika to zagadka. Sztolnia służyła wydobyciu srebra i ołowiu, a w późniejszym czasie pełniła funkcję sztolni wodnej, a więc dostarczała wodę.

Po krótkim spacerku dochodzimy na miejsce.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak zejść w dół? Po tych metalowych, przerdzewiałych i wypadających  prętach 🙂
Na szczęście średnica studzienki to ok 1,4m, a więc zapierając się plecami o ściany można było w miarę bezpiecznie zejść w dół.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ktoś tu czekał na Mikołaja z prezentami.

Po lewej stronie mijamy ok 15metrowy szyb prowadzący na niższe poziomy, niestety jest on zasypany, nie wiadomo jak bardzo, ale zasypany, należy dodać, że w niektóre miesiące jest on cały zalany wodą, a po pewnym czasie woda (gdzieś) spływa.
Ciekawa maska.

 

Pal używany do zabezpieczania stropu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeden z mieszkańców.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Resztki obudowy stropu i jak zwykle śmieci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po kilkunastu metrach dochodzimy do betonowego muru, wcześniej była to zapora spiętrzająca wodę, obecnie jest rozkuta, by można była łatwiej dostać się na drugą stronę.

 

 Belki przegniłe, ale „działają”

 Jak zwykle trzeba się przeciskać, przez wąskie korytarze.

 I w moim przypadku prawie czołgać.


 Wilgotność za pewne grubo ponad 90%

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dlatego teraz oglądacie tak mało zdjęć, niestety pstrykanie z długim czasem naświetlania trwa długo, nie chciałem zabierać czasu Darkowi, pewnie jeszcze kiedyś tu wpadnę.
Kierujemy się do wyjścia, plecaki opuściliśmy na dół jednak był one zbędne.

 Na samym początku wspomniałem o zawale, a jak wygląda sprawa z góry?
Tutaj był szyb transportowy/wentylacyjny, jak widać już go nie ma,został lej w ziemi.
Jedna z ekip podjęła się dotarcia do reszty chodnika poprzez przebicie się przez zawał, odwalili kawał roboty, no ale niestety… o wszystkim dowiedzieli się leśnicy i ponownie zasypali „dziurę”.

A więc te 350m i szyb wewnątrz sztolni już chyba na zawsze pozostanie tajemnicą, tym bardziej, że władze gmin  (min.B-G) mają zamiar zająć się obiektami po-górniczymi, poprzez ich „zabezpieczenie”. Tylko co w Polsce oznacza wyraz „zabezpieczenie” w tym przypadku?  U nas oznacza to zasypanie obiektów, a szkoda, bo mają swój urok.



Ps: Jeszcze raz dzięki Darek.

2 myśli w temacie “Wyprawa do Sztolni Złotych Wołów”

  1. Maska diabła 😉
    Powiem Ci, że jej nie macałem, ale wygląda mi to na styropian.
    Wcześniejszy eksploratorzy zrobili tu w podziemiach małą wystawę masek i ta została na pamiątkę. Nikt nie robi tu ołtarzyków szatanowi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *