Wyprawa do Czarnego Boru

Data: 8 Sierpnia 2012
Godzina: 14;05
Temperatura: 20C
Koordynaty: N: 50° 46′ 27″  E: 16° 7′ 58″


W sumie to miałem odwiedzić Grzmiącą, ale jak to u mnie bywa, plany się często zmieniają, po części wpływ na to miała pogoda.

A co ciekawego można znaleźć w Czarnym Borze? Znaleźć nic, no prawie nic poza pałacem i spichlerzem i od tego zacznę:

Pochodzący z poł. XVIII w. spichlerz pałacowy

Oczywiście budynek od lat jest nieużywany i niszczeje mimo, że to zabytek:

Miejsce uwielbiane przez miejscową młodzież, na ziemi pełno ziaren słonecznika i papierosów.

Gdy już miniemy spichlerz warto wejść w las po lewej stronie.
Znajdują się tam bowiem grobowce właścicieli Czarnego Boru.

W 1450 teren wraz z zamkiem, a potem także pałacem stał się własnością rodziny von Czettritz und Neuhaus. Pałacyk jednak spłonął w 1509 r. zniszczony został też zamek Lubów (Liebenau) w Czarnym Borze.

Ówczesny właściciel wsi, Georg von Czettritz zbudował na prawym brzegu rzeczki Lesku nową siedzibę – renesansowy dwór. W 1784 r. nadano mu styl barokowy.

W 1833 r. właścicielem stał się Otto Friedricha Conrada barona von Zedlitz und Neukirch. Kiedy baron zmarł w 1840 r., cały majątek odkupił jego zięć August Bernhard von Portatius. Kiedy i on zmarł, niepodzielną panią dóbr została wdowa po nim Fridoline Ottilie Emilie Henriette von Portatius, z domu baronówna von Zedlitz.
Od grudnia 1851 r. Czarny Bór należał do starszego ziemskiego, późniejszego starosty powiatu kamiennogórskiego Hansa von Portatius. Tenże, 28 czerwca 1893 r., utworzył fideikomis z siedzibą w Czarnym Borze.
Ostatnim właścicielem majątku z rodziny von Portatius był rotmistrz Hans Bernhard, który zmarł 31 maja 1942 r. w Berlinie, ale został pochowany w Czarnym Borze.

W kilkanaście lat po II wojnie światowej w pałacu umieszczono, funkcjonujący do dzisiejszego dnia, Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej Szpital Lecznictwa Odwykowego dla Osób Uzależnionych od Alkoholu.

 Hans von Portatius

Ostatnim właścicielem majątku z rodziny von Portatius był rotmistrz Hans Bernhard, który zmarł 31 maja 1942 r. w Berlinie, ale został pochowany w Czarnym Borze.
Na dole jego grób:

Mnie jednak te naziemne budowle niezbyt interesowały, tylko to co jest pod ziemią, czyli? Kopalnia węgla Paulina (swoją drogą ładne imię)
To  von Czettritz uru­chomił tu pierwszą kopalnię węgla kamiennego.

W 1855 r. powstała kopalnia „Pauline”, ale działała tylko do 1857 r. Dała wówczas ok. 1.200 t. Następnie we­szła w skład spółki wałbrzyskiej. Rozwijała się na­tomiast kopalnia „Gottheif”, do której po 1860 r. przyłączono szereg okolicznych pól wydobywczych. Była to jedna z największych kopalń w zagłębiu dolnośląskim. Dawała blisko 10 tys. t węgla rocz­nie. W 1869 r. wybuchł w niej strajk, podczas któ­rego górnicy założyli oddział związku zawodowego górni­ków. W 1874 r. kopalnia ta weszła do spółki „Liebauer Kohlverein”, która scaliła wszystkie ko­palnie i pola wydobywcze pomiędzy Czarnym Borem a Lu­bawką, tworząc obszar górniczy o powierzchni blisko 40 km2. Część pól wydobywczych z terenu Czarnego Boru przeszła jednak do kopalni „Victoria” w Wałbrzychu. W tym czasie majątek ziemski w Czarnym Borze należał do puł­kownikowej F. von Portatius (z domu Zedlitz-Neukirch) i obejmował 1.491 morgów, natomiast w 1920 r. obejmował 1.342 ha. Rozwój górnictwa spo­wodował znaczną rozbudowę wsi i przekształcenie jej w osiedle rolniczo-przemysłowe.

Plany kopalni Paulina z zaznaczonymi chodnikami:
Miejsca zaznaczał kolega Aust (http://podziemia.eu/)

Mieszkańców Czarnego Boru powinny zainteresować punkty 1 i 8.
Punkt 1 to wylot sztolni odwadniającej, znajduje się on w krzakach wśród osiedla domków na ulicy Parkowej i jest prawdopodobnie zabezpieczony. Czemu o tym piszę? bo dzieciaki lubią buszować po zaroślach.

Postanowiłem sam pobuszować w tych zaroślach, ale niestety walkę przegrałem, musiał bym mieć połowę sprzętu Husqvarny, żeby zapanować nad tą zielenią 😉

Ale, być może to:


Jest tym kanałem odwadniającym?
 Ktoś powie, przecież to zwykłe szambo!
Może tak, a może nie. Jeżeli wylot miał przeznaczenie odwadniające, to być może ktoś to przekształcił w studnię? Nie spotkałem nikogo, kto mógł by mi powiedzieć od jak dawno to „szambo” tu stoi.


No i punkt 8, to szyb „Ludwig” o głębokości 44m, w chwili obecnej, ktoś na tym terenie buduje dom, ciekawe czy jest świadom co jest pod jego stopami?

 Mi udało się zlokalizować szybik nr.4 jest to szyb „Strassen” 26m głębokości     

 Wnętrze szybu.

Jak widać szyb zawalony/ zakopany.


Wpuściłem do środka kamerę z oświetleniem, jednak nagranie nie pokazało mi więcej niż wsadzenie ręki z aparatem do szybu i zrobienie zdjęcia, mówiąc prościej, szyb kompletnie zawalony.


Magazyn sprzętu do kopania, dla kopalni Paulina.


Pod grobowcem też znajduje się dziwna wnęka.

Ogólnie rzecz biorąc byłem tutaj jakieś 3 lata temu, dzisiaj trudno było mi odnaleźć wlot/ wylot sztolni numer 4, tym bardziej, że bujna roślinność dobrze maskowała komin.

Druga sprawa to fakt, że inaczej się spaceruje po lesie ze świadomością, że pode mną znajdują się sztolnie o głębokości kilkunastu metrów, a zdecydowane stąpanie po ziemi odpadało ze względu, że ziemia pokryta jest bluszczem i nie widać co jest pod nim

Porobiłem fotki i ruszyłem dalej, wtedy zobaczyłem, że powierzchnia dziur w ziemi jest taka sama jak ta bez nich. Część z nich to zapadliska po tunelach, ale zdecydowana większość to wyrobiska spowodowane dziełem rąk ludzkich, czyli osób szukających węgla. Ludzie kopią, nic nie znajdują i po części dziurę zasypują, czasami śmieciami.

 

„Narzędzia” pracy poszukiwaczy węgla.

 

 

W zasadzie, gdzie byśmy nie postawili kroku, tam wykop. Niektóre znajdowały się wręcz na ścieżkach.

Ludzie muszą być zdeterminowani, żeby poświęcać czas na kopalnie tych „dołków”, których doliczyłem się ok.14, a przecież szedłem wydeptanymi ścieżkami, więc to zaledwie jakiś procent całości wyrobisk.

No, ale pewnie lepiej kopać dziury w ziemi w poszukiwaniu węgla z piwem w ręce, niż znaleźć pracę.

 Idąc jakieś 400m dalej leśną drogą w górę można znaleźć jaskinię: 
Wejście.

Na ziemi pełno okruchów skał, przed wejściem zdjąłem plecak ze statywem bo haczył o strop, a nie chciałem dostać kamieniem w łeb.

Wspomniane „okruchy”

Ściany nie są zbudowane z jednolitej skały tylko pojedynczych kawałków, to źle, bo w każdej chwili któryś może odpaść

Podejrzewałem, że jaskinia tak naprawdę będzie mini sztolnią, jednak się myliłem, po przejściu 15m, jaskinia się kończy, nie ma zawału, po prostu się kończy

No i wyjście.

Jak zwykle rodzi się podstawowe pytanie… po co to komu?

1. W założeniu miała to być kopalnia jednak zrezygnowano, lub zabrakło czasu na wybudowanie kopalni.
2. Niezmordowani biedaszybnicy chcieli dokopać się do większych złóż
3. Naturalny twór skalny.


Zdjęcia z poszukiwań wejścia do „Pauliny”
Miejsce na terenie którego powinno znajdować się wejście do kopalni Paulina jest bardzo zdegradowana i zarośnięta. Poruszając się trzeba bardzo uważać na liczne rozpadliny.

 

Są też zasypane szyby/ kominy wentylacyjne.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I prawdopodobnie zatkany korkiem szyb, albo po prostu pozostałość po jakieś budowli, która tutaj stała, jednak biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie w tym miejscu powinno znajdować się wejście, kłaniam się ku pierwszej opcji.

Naprzeciwko tej murowanej posadzki można zauważyć strumyczek wypływający z bajorka na środku, czegoś w rodzaju łąki. Skąd to bajorko? Wielce prawdopodobne, że to woda z kopalni podchodzi ku powierzchni.

To bajorko zostawię sobie na inny dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *