Wałbrzych- dzień pełen eksploracji

Data: 09 Marzec 2014
Godzina: ok 15:10
Temperatura: ok 12C
Koordynaty: Różne 🙂

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
BRAK, małe, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

MAŁY, średni, pół-armageddon  

W planach były 3 obiekty, znajdujące się w Szklarskiej Porębie, ale z pewnych względów znowu padło na Wałbrzych 🙂

Na początek, razem z Filipem chcieliśmy zobaczyć jak się ma sytuacja z szybem „Jan” 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Już po chwili wiedzieliśmy, że do budynku nie wejdziemy, bo mieści się w nim obecnie serwis samochodowy 🙂

Więc ruszyliśmy w kierunku ulicy Starachowickiej.
Tam natknęliśmy się (nie przypadkowo) na resztki budynku, w miejscu którego kiedyś stał barak dla 29 pracownic z Rosji, które pracowały w Porzellanmanufaktur C.
 


 Jeżeli się tutaj wybieracie, to zabierzcie ze sobą jakiś gaz pieprzowy, paralizator, lub coś innego, czym będziecie się mogli obronić. Bo to nocleg dla…  meneli 🙂

Po kilku minutach, udaliśmy się w kierunku zasypanego składu ( tak jest opisywany ten obiekt w sieci)
Jednak trudno mi w uwierzyć w to przeznaczenie obiektu.

 Po odnalezieniu wejścia przystąpiliśmy razem z Filipem do udrożniania wejścia. Na szczęście usunąć trzeba było tylko gałęzie.
I w tym miejscu kończy się wiele relacji, ze zwiedzania obiektu, bo dalsza drogę odcina ściana z małym wykutym okienkiem.

Ale mały otwór nie jest przeszkodzą dla takich szczurów podziemnych jak ja i Filip 🙂
Bez większych problemów udało się nam przecisnąć 🙂

Część odnóg jest zasypana, prawdopodobnie zapadł się strop, a wraz z nim dostała się ziemia.

 Zwisające sople w większości zostały zniszczone, przez osoby wydobywające węgiel. Węgiel? w składzie dla zakładu produkującego porcelanę? Tak!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źle wykadrowane zdjęcie? Nic z tych rzeczy, napór góry na ściany jest przeogromny.  Jeszcze parę lat i wszystko się zapadnie.

Pęknięcia na ścianach.


 





















 

 

Lewa odnoga z której wysypuje się ziemia wymieszana z węglem.

Prawa odnoga 🙂

 Tutaj też widać, jak góra napiera od góry 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bardzo ciekawe drzwi wejściowe.

























 

No nie wiem, dla mnie to to nie jest skład. Po co drążyć skład w hałdzie i górze w której zalega węgiel?
 Ale to tylko opinia laika.

Dalej, udaliśmy się w rejon kopalni Paul, a raczej Paweł 🙂
Odnalezione wejście niestety okazało się zasypane, ale co tu dużo mówić, tego się spodziewaliśmy.
Kopalnia zakończyła pracę ok roku 1930.

Prawa odnoga z zamurowanym przejściem.
Pora się wycofać i ruszyć dalej 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Padło na schron OC na ulicy Pocztowej.
Przed wojną mieściła się tu lodownia, w późniejszym okresie obiekt przebudowano na schron przeciwlotniczy ze śluzami gazoszczelnymi i przeciwwybuchowymi, których zadaniem było przyjąć  energię uderzenia.

Główne wejście jest zabetonowane, trzeba było skorzystać z wejścia nr2. Obecnie bardzo zaśmieconego i zasypanego (butelkami, szkłem, ziemią itd).
Wg planu miało być ich aż sześć.


 Na początku cyknęliśmy fotkę wnętrza, żeby się zorientować, czy warto wejście udrożnić. Światło latarki ginęło w ciemnościach 🙂 Warto kopać.

W ziemi zalegało szkło, a dojście prowadziło przez wąski zacisk. Ja skoczyłem po plandekę, żeby odizolować się od najeżonego szkłem podłoża, a Filip…. wszedł już do środka 😉

 Pęknięcia, prawy, obudowany fragment prawie cały oddzielił się od skał.

W ścianach pełno małych okienek, na początku zastanawialiśmy się po co ktoś je kuł. Po przejściu kilkunastu metrów, wiedzieliśmy o co chodzi. O czarne złoto 🙂

Wspomniany węgiel.

Odcięty zawałem chodnik.

 Wchodząc w jedną z dziur zauważamy, że strop w niektórych miejscach jest wzmocniony metalowymi szynami. Oczywiście wybicie tej dziury miało swój cel, a mianowicie wycięto niektóre fragmenty szyn.

 Ruszamy dalej, chodnik co jakiś czas ma skrzyżowania, jednak odnogi nie są zbyt długie, w wielu przypadkach są po prostu zasypane.

Ślady po zawiasach. Więc zapewne to tutaj zamontowane były drzwi gazoszczelne.

 Kolejna żyła węgla.

 I zasypany chodnik.

 But 🙂 wygląda na zabytkowy 😀

 W tym miejscu znajduje się zawał, który przekopała jedna z grup 🙂 Robota pierwsza klasa.

 Bardzo ciekawa flora.

 Filip ginie gdzieś w tuneliku i daje jednocześnie znać, że warunki tlenowe są bardzo kiepskie.

Po eksploracji tej odnogi, ja udaję się w drugą, niestety jest ona odcięta od reszty chodników.

Wejście do reszty kompleksu jest obecnie niemożliwe. Więc się wycofujemy.
Filip w akcji 🙂

I w ten oto sposób, po 3h kończymy eksploracyjny dzień.

Do usłyszenia za tydzień!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *