Sztolnia Rudolf cz1.- REKONESANS

Data: 21 Lipca 2013
Godzina: ok21
Temperatura: ok 25C
Koordynaty:  Bliżej nieokreślone, w każdym razie te na panoramio są ciulowe!

Lokalizacja obiektu 
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, małe, średnie, MUSISZ ZAŁATWIĆ TRAGARZA
Poziom trudności 
mały, średni, PÓŁ-ARMAGEDDON   

Miałem tutaj tego nie wrzucać, za krótki materiał, no ale… rekonesans się odbył, więc postanowiłem o tym napisać 🙂

Na początku, z drogi, zauważyliśmy, że krata chroniąca wejście do sztolni ma kłódkę, ale….

okazało się, że kłódka jest tylko dla picu, niczego ona nie „trzyma” Można swobodnie otworzyć wejście.
Ehhh Ci patrioci 🙂

Po pokonaniu kraty dalsze kilkanaście metrów idziemy w bardzo gęstym, czerwonym mule. Czerwonym bo wydobywano tutaj żelazo. Krok dać łatwo, ale wyciągnąć nogę już nie bardzo, nasze stopy zostają zassane.

W końcu dochodzimy do małego obwału.

Po przejściu za niego, woda sięga już ok 70cm, niestety na dnie zalega szlam, przez co można się zapaść na jakieś 100cm. Wodery chronią nas niestety do ok 70-80cm.
Co teraz? Wracamy się do samochodu po ponton 🙂
Mieliśmy ponton, brakło wioseł. Ponton jest mój, wiosła kolegi, wiec ich nie miałem. Zaopatrzyłem się w kij i ruszyłem do przodu.

Boki sztolni były upaćkane czerwonym gęstym „piachem”, który sypał się po dotknięciu.

W końcu dopłynąłem do momentu w którym było słychać spływającą wodę.  Postanowiłem zacumować, przy białych kamieniach.
Okazało się jednak, że te białe „kamienie” to tak naprawdę błotna masa, która wciągnęła moją rękę 🙂

Co jakiś czas po lewej stronie mijałem dziwacznie wygięte pręty, część z nich znajdowała się pod czerwoną wodą, więc ich nie widziałem. Oczywiście kolizja z taką podwodną miną spowodowała by zatonięcie mojej łajby.

Wkrótce po lewej stronie zauważyłem ciekawy „wodospad”. Woda spływała z góry do małego  „zbiornika”

Po przepłynięciu nieco ponad 100m, mój kijek był już bardzo zużyty, nie mogłem się odpychać do przodu, a prąd wody sprawiał, że zaczynałem się cofać. Samo zsiadanie i wchodzenie do pontonu (gdy musiałem go przenieść przez mieliznę) sprawiało spory kłopot, tak jak już pisałem, wodery starczały ledwo ledwo. Postanowiłem zawrócić i odwiedzić to miejsce, gdy będę lepiej przygotowany. 

Krótki filmik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *