Schron na Żelaznej, Ernestyna, Wołowiec

Data: 19 Stycznia 2014
Godzina: ok 11:40
Temperatura: ok 5C
Koordynaty:50° 44′ 31 16° 16′ 59

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

MAŁY, średni, pół-armageddon 


Choć w Witkowie pogoda dopisywała, to już od Jabłowa zaczynało robić się nie ciekawie. Wszechobecna mgła.

No, ale trzeba było jakoś wykorzystać ten wolny czas. Zgadałem się z Filipem i ruszyliśmy do Wałbrzycha na poszukiwania schronu, mającego znajdować się na ulicy Żelaznej. Nie było to dla nas jakimś większym problemem, więc po zlokalizowaniu wejścia, wbiliśmy do środka.

Po zrobieniu pierwszej fotki wiedziałem już, że bez statywu się nie obejdzie.

Jeszcze tylko dostosować wiązkę światła i czas naświetlania.

Działa 🙂

 W środku zalega mnóstwo belek i desek, resztek szalunku, o dziwo drewno jest w dobrym stanie, tak jak by się go wilgoć nie imała (jest takie słowo? :D)

Głaz, wiele takich kamyczków zalega na stropie i tylko czeka, żeby go trącić 🙂

Nacieki.

 Jak widać, na spągu zalega mnóstwo kamieni, jednak sztolnia w mojej ocenie jest stosunkowo bezpieczna 🙂

Obiekt uchodzi za niedokończony schron, aczkolwiek pojawiają się opinie, że sztolnia miała mieć inne przeznaczenie.
Gruby ślad po wiertle, jeszcze się z takim nie spotkałem.

 Resztki szyn po których poruszał się wagonik do wywożenia urobku.

Czarna breja.

W końcu dochodzimy do przodka.

 Korytarz odbija w prawo, do drugiego wejścia/wyjścia. Sztolnia ma ok 170m długości.

 Wejście/wyjście.

Po zapakowaniu się do samochodu udajemy się w kierunku kopalni, której nazwy jeszcze nie znamy. Mamy mapę i przeczucie Filipa 🙂

Rozmyta droga? Na szczęście samochód się spokojnie zmieści 🙂

Parkujemy samochód i po przejściu kilkunastu metrów naszym oczom ukazuje się piękny portal wejściowy do kopalni Ernestine, w której wydobywano węgiel do lat 30stych.

Wcześniej jednak robimy małe rozpoznanie w terenie. Oczywiście co kilkanaście kroków natrafiamy na dziury wykopane przez biedaszybowców.

A także na zarysy budynków, należących dawniej do kopalni.

Już dłużej nie zwlekając, przystąpiliśmy do…. wejścia.

Druga ścianka również przekuta.

Pierwsze 10 metrów chodnika.

Ostatni „bezpieczny” fragment sztolni 🙂
Bo jak widać obudowa nie wytrzymała i zawaliła się pod obciążeniem.

 Po wczołganiu się na zawał drogi są dwie, prosto i w prawo.
Niestety stan sztolni jest tak krytyczny, że zwyczajnie w świecie odpuszczamy. Należy dodać, że sztolnia była drążona w piaskowcu. Zresztą, już na zawale czuć zmienioną atmosferę.
 Chodnik idący naprzód.
I ten po prawej. Co czeka za tonami skał? nie wiadomo.
Pora wracać.


Kierujemy się nad sztolnię, poszukać innych górniczych pozostałości. 
Tam natrafiamy na (prawdopodobnie) szybik wentylacyjny.

Niestety w całości zasypany. Dzisiaj pełni rolę schowka na narzędzia biedaszybników 🙂

 Mniej więcej w tym momencie zaczynamy słyszeć i widzieć idących w naszym kierunku dwóch ludzi, więc się zawijamy. Już po kilku minutach słyszymy wołanie więc, zawracamy i idziemy na spotkanie. Okazuje się, że owe osoby wzięły nas za leśniczych (ja w moro) i zaczęli się tłumaczyć, że drzewo robią legalnie 🙂 Rozmowa była miła, oczywiście wypytaliśmy o sztolnię i biedaszybników, okazało się, że panowie sami jeszcze nie tak dawno zajmowali się wydobyciem. Po kilku minutowej rozmowie się rozstaliśmy i udaliśmy na poszukiwanie drugiego wejścia do Ernestyny, o którym poinformowali nas panowie. Natrafiliśmy na resztki bocznicy kolejowej do wywożenia urobku.

Ale nie natrafiliśmy na drugi wylot, gdy teraz przeglądam map,y okazuje się, że panowie podali nam drogę z bardzo dużym błędem. Z relacji innych osób wiemy, że wejście jest zabetonowane i to podwójnie (2 ścianki) Na dodatek znajduje się ono na prywatnej posesji, tak więc nic nie straciliśmy. Wracając do samochodu, podjechał do nas Nissan Navara, a z niego wysiadło dwóch Strażników Ochrony Kolei, naszych kumpli poprosili o papiery, a nas zapytali w stylu „A wy panowie co tutaj robicie?” „Nie chodzicie przypadkiem z wykrywaczem (metalu)?”
Odpowiedzieliśmy, że nie i otworzyliśmy bagażnik. W samochodzie się trochę pośmialiśmy i ruszyliśmy w kierunku Wołowca 🙂
I żeby nie przekombinować posłużę się opisiem z Wiki:

„Tunele pod Małym Wołowcem – najdłuższe tunele w Polsce. Są to dwa równoległe, proste,jednotorowe, tunele kolejowe wydrążone pod Małym Wołowcem. Pierwszy tunel o długości 1560 m wydrążono w latach 1876-1879. Drugi równoległy o rekordowej długości 1601 m, wydrążono w latach 1907-1912. Wlot tuneli położony jest na wysokości 540 m n.p.m., a wylot na poziomie 535 m n.p.m. Maksymalna głębokość tuneli od powierzchni wynosi 181 m. Tunele wykonano w obudowie murowej z bloczków kamiennych, częściowo z cegły klinkierowej, a miejscami ze wstawkami elementów obudowy żelbetowej. Portale wlotów do tunelu wykończono w obudowie kamiennej z klińców. Kształt tuneli eliptyczny, szerokość 4,8 m, wysokość 5,8 m. W ociosach tuneli wykonano kilkanaście wnęk ucieczkowych i rewizyjnych układu odwadniania tuneli. W celu odprowadzenia spalin w połowie tunelu wydrążono w skale szyb wentylacyjny (komin) służący do przewietrzania, a między równoległymi tunelami wykonano pięć przecinek łączących (z czego do dziś trzy pozostały drożne), które jednocześnie stanowią wnęki awaryjne.”

 W tunelu pizga tak, że najlepiej ubrać czapkę 🙂

Wnęki ucieczkowe

Oryginalne, niemieckie tablice.

Są przesłanki mówiące o tym, że tunel miał być jednocześnie schronem dla pociągu Hitlera. 

 Idziesz, idziesz i końca nie widać 🙂

 Przejście do drugiego tunelu, tego bocznego po którym poruszają się pociągi.

 

 To jest ciekawe, bo wygląda jak zamurowane wejście.

 Wejście do komory z kominem wentylującym tunele.

 A na stropie tunelu, kanał odprowadzający spaliny.

 Wykuty w skale komin ma ok 90m wysokości, z góry obficie leje się woda.

 Oczywiście na górze (w sensie na górze góry) jest wysoki na kilka metrów komin, ale niestety nie mieliśmy już czasu żeby do niego podejść.

Co ciekawsze w 1996r, jedna z grup eksploratorskich „Troll” Na Wołowcu odkopała wejście do 40metrowej sztolni w której znajdował się zalany szybik. I w tym miejscu należy wspomnieć o obiekcie S-3 „Rudigier”
Podziemnej centrali telefonicznej, której nie udało się odnaleźć.
Chłopaki z SGE podjęli się odpompowania zalegającej wody i oczyszczenia szybu z zalegającego butwiejącego drewna. Po kilku dniach pracy, udało się im udrożnić szybik do głębokości ok27m.
Niestety, nie było żadnego przebicia w bok. Tym samym udało się im rozwiać jakiekolwiek nadzieje związane z występowaniem S-3 w masywie Wołowca.
Niestety również na tą ciekawą sztolnię zabrakło czasu.

Fotka lewego, działającego tunelu, my poruszaliśmy się prawym, na którym nie ma już śladów po torach.

Do usłyszenia! 🙂

14 myśli w temacie “Schron na Żelaznej, Ernestyna, Wołowiec”

  1. Jak wpuszczają nas w maliny:)
    „supernowosci24.pl/albo-wiatraki-albo-ludzie”
    „www.youtube.com/watch?v=XBRPTo-4cFU”

    „www.youtube.com/watch?v=gbWubkywjEc”
    🙂

  2. Detektoryści-są ich tysiące.Mało jest już”białych plam”nie tkniętych stopą detektorysty.
    Taki”kamyk”jak ten leżący w schronie na spągu,wisiał w kompleksie”Rzeczka”nad przejściem z 2 do 3.Był to wówczas(lata 60-te ub.w.) otwór średnicy ok.1 metra.
    Przyjechała tam grupa studentów i zaczęli”eksplorację”.W pewnej chwili pierwsze zaczęły wybiegać z tunelu z krzykiem dziewczyny,za nimi wybiegli chłopcy.Jednego
    chłopaka brakowało.Przyjechała milicja,straż i pogotowie.Straż wyniosła martwego studenta w kocu.Jak wszystko się rozjechało,weszliśmy do sztolni zobaczyć co się stało.Wiszący niedawno głaz leżał na spągu,ześlizną się jeszcze kilka metrów w dół po urobku z obwału.Znaleźliśmy też rozkładające się zwłoki-ale o tym innym razem.
    W niedziele zajrzałem do”Wilhelma”i”Augusta”,nie było żywej duszy,do tego jeszcze mgła.
    Wiedziałem,że przy starcie rakiety wtłacza się w miejsce startu miliony litrów wody,stąd zawsze tyle pary wydobywającej się wokół.Na tym filmie niezawodny Max świetnie to tłumaczy:”www.youtube.com/watch?v=yRokUb9qphI”
    Ciekawy film”Armagedon”:”www.youtube.com/watch?v=WT8sA03fRRQ”
    Powodzenia:)

    1. Dzięki za bogaty komentarz 🙂
      Dlatego pod ziemią trzeba tak bardzo uważać, bo czasami jedno stuknięcie o strop może doprowadzić do tragedii.

  3. Jeżeli chodzi o własną ziemię, to nie możesz wbić łopaty u siebie w ogródku na głębiej niż 0,5m, bo ktoś może donieść, że nielegalnie szukasz węgla. Jeżeli chodzi o tereny należące do nadleśnictwa, to nie możesz nawet butem ryć w ziemi, bo podpada to pod niszczenie ściółki leśnej. Jeżeli ktoś Cię zobaczy w lesie z łopatą to jest nieciekawie, tym bardziej, że łażenie z wykrywaczem metali jest coraz bardziej popularne.

  4. Z wykrywaczem można chodzić ale nie można mieć wykrywacza i łopaty ale jeżeli masz samą łopatę i kopiesz to możesz… Polskie prawo.

  5. Kiedyś do niej zajrzę 🙂
    SOK nie mógł się doczepić, tak po prostu poczuli się ważni i chcieli zademonstrować, że są prawymi obywatelami.
    W Polsce w ogóle nie możesz łazić z wykrywaczem, nie ważne czego szukasz.

  6. Fajna fotorelacja,tą sztolnie nad tunelem odkopałem z miesiąc temu,bo troche się obsypało wejscie,szyb był tak gdzieś do połowy wypełniony wodą,sztolnia mała,ale bardzo urocza,nad nią znajduje się szyb,ponoć transportowy,przykryty siatką,a własciwie tym co z niej zostało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *