Mieroszów- Atomowa przyszłość Adolfa Hitlera


 

Data: 26 Kwietnia 2013
Godzina: 11:30
Temperatura: ok 25C
Koordynaty50 40 2 16 11 25

 
Gdybym zadał Ci pytanie: Wymień nazwy obozów koncentracyjnych, co byś odpowiedział/a?
Yyyyy…Oświęcim?
 
Na tym by się skończyło i nie ma co ukrywać, że ja również tak bym odpowiedział. Przy czym należy zwrócić uwagę na fakt, że obóz nazywał się Auschwitz i mieścił się na terenie miejscowości Oświęcim.
Dlaczego nie potrafimy wymienić innych obozów pracy?  Bo co te sprawy obchodzą dzisiejszą młodzież? Strasznie głupio to zabrzmi, ale co mnie obchodzi obóz zagłady położony ponad 300km ode mnie w Oświęcimiu prócz tego, że, żal mi tysięcy osób, które zginęły z ręki Niemców i tego, że zbrodnie niemieckie na Polskiej ludności są wpisane w naszą historię?
No właśnie… nic. Być może, po części jest to wina naszej oświaty, która podaje ten temat na lekcjach, tylko po to żeby był, żeby zrealizować program nauczania.
Jednak dochodzę do wniosku, że sprawy by się zmieniły, gdyby temat był poświęcony czemuś co jest nam bliższe. I mam tu na myśli kilometry. Bo dopiero po zainteresowaniu się tematem, zauważyłem, że tylko ok. 40km od Witkowa stał Groß-Rosen, obóz pracy znajdujący się w czołówce AL(arbeitslager- obóz pracy), ba! Prócz tych osławionych obozów istniały jeszcze ich filie, tzw. podobozy, Groß-Rosen miał ich około 100. Z czego najsłynniejszy w temacie RIESE, AL. Riese (robotnicy pracowali przy drążeniu sztolni) no i bliższy mi AL. Friedland, czyli Mieroszów. Leżący ok. 20km od Witkowa.  Oczywiście po dawnych podobozach nie ma już śladu, co najwyżej słupek po dawnym ogrodzeniu lub… jak w przypadku Mieroszowa ostatnia budka strażnicza.
Niemiecki Friedland (tłum.spokojne miejsce), po wojnie Fyrląd Wałbrzyski, a w końcu dzisiejszy Mieroszów.
Miejscowość leżąca w Sudetach środkowych, licząca ok. 4,5tyś mieszkańców.
W sumie niczym nie wyróżniająca się spośród innych miejscowości, ajednak w 1944r to tu wgranicach Friedlandu powstała filia obozu Gross Rosen o nazwie Arbeitslager Friedland. Był to obóz męski liczący ok. 500-550 więźniów, składał się on głównie z Żydów, którzy trafili tutaj z Auschwitz.
Przez Mieroszów jednak przeszło znacznie więcej osób, szacuje się, że było ich ok. 10tysięcy! Skąd ta zatrważająca liczba?
Istniało coś, co więźniowie nazywali marszami śmierci.  Marszami śmierci najczęściej nazywano ewakuacje więźniów z dotychczasowych obozów. Przypuszcza się, że w marszu który przeszedł min. przez Mieroszów zginęło wówczas kilka tysięcy osób. Co się z nimi stało? Świadkowie przemarszu mówią o tym, że zwłoki ludzi rzucano do przydrożnych rowów i zasypywano wapnem. Inni zaś twierdzą, że zwłoki zbierano i zasypywano w specjalnie przygotowanych dołach.
 
Więźniowie we Friedlandzie pracowali w pobliskich zakładach VDM, był to przemysł zbrojeniowy  (min. Produkcja śmigieł)
Dzisiaj po barakach mieszkalnych nie ma śladu, zostały tylko murowane domy, gdzie mieszkali żołnierze i gdzie mieściło się zaplecze obozu. Obecnie znowu mieszkają tutaj ludzie.

 Domy się wyróżniają spośród innych, gdyż są długie i stosunkowo niskie.

W późniejszym czasie część więźniów dostała zadanie kopania sztolni w pobliskiej górze, po dzień dzisiejszy nie wiadomo w jakim celu i jak bardzo posunięte były prace, obecnie wejścia są zawalone.

Pierwsze wejście prezentuje się tak:

Niestety kompletnie zasypane i zaśmiecone.

 Przed wejściem betonowa podstawa, niewiadomego przeznaczenia.

Wejście nr 2, zimą zasypane było o wiele bardziej niż jedynka, teraz doszły do tego dosłownie góry śmieci, swoją drogą ciekawe oznaczenia mają te plastikowe szpule 😉

 Trojka. Gdyby nie wiadomość, że wejścia były 3 można by przyjąć że to zwykłe zapadlisko.
A na koniec betonowy…. betonowe coś.

Jako ciekawostkę dodam, że w obozie znajdowały się osoby, które pracowały przy budowietajnego obiektu w górach Sowich o kryptonimie RIESE. Osoby, które umierały, chowane były w części Żydowskiej cmentarza, który istniejepo dzień dzisiejszy, niestety nikt o niego nie dba i na chwilą obecne zostały tylko 3 nagrobki i resztki innych.

Krata po lewej stronie to zakończenie cmentarza komunalnego. Cmentarz Żydowski zaczyna się za kratą.

Z roku na rok, z tego dawnego cmentarza pozostaje coraz mniej.

 
Podczas szukania nagrobków, kilka razy spotkałem się z sytuacją wybiegania jakiegoś stworzonka z leżących na ziemi suchych liści. Tym stworzonkiem okazała się jaszczurka zwinka. Większość okazów była mała, ok 4cm i szybka, przez co nie było szansy na sfocenie gada, jeden jednak odważył się mi za pozować 🙂
Gdy kierowałem się do pomnika: „Walczyli dla ojczyzny”

Jakaś kobieta złowrogo na mnie spoglądała i szeptała pod nosem, pewnie rzucała klątwę, czy coś 😉

Kolejny pomnik na Mieroszowskim cmentarzu „Poległym za wolność”

Wracając do domu, zatrzymałem się jeszcze przy pomniku ofiar Gross Rosen ( pomnik znajduje się w Mieroszowie)

 Kilkanaście metrów od pomnika znajduje się drugi zespół podziemny, oczywiście wejścia są zasypane, a stan wyrobisk nieznany.

Bardzo NIEOFICJALNIE mówi się, że część więźniów pracowała również przy tzw. Ciężkiej wodzie, którą Hitler chciał wykorzystać do budowy pierwszej bomby atomowej.Woda miała być sprowadzona z zakładów Norsk Hydro (Norwegia). Alianci zaatakowali Norsk Hydro i podczas starannie zaplanowanej akcji zatopili statek z ciężką wodą, był o tym film na Discovery „Bohaterowie Telemarku” Na statku była żona/ dziewczyna komandosa, który wysadzał statek, jednak nie mógł jej ostrzec, Niemcy mogli by się zorientować, że coś jest nie tak. Cały zapas Niemieckiej ciężkiej wody, ok. 16ton poszedł na dno, ale… mówi się (nie potwierdzone w żaden sposób, prawdopodobnie plotka/wymysł), że Niemcy łodziami podwodnymi przetransportowali część ciężkiej wody, a następnie dostarczyli ją do zakładów w Mieroszowie!
Jednak już nie bajką jest fakt, że dookoła Mieroszowa znajdują się ziemie zawierające uran, który był rzecz jasna wydobywany i przerabiany właśnie w zakładach potencjalnie leżących na terenie Mieroszowa.
Na początku wspomniałem o sztolniach, zlokalizowano 4 takie obiekty w górze Kościelna.
Jednak czemu miały służyć? Schrony? Podziemne laboratoria? Niewiadomo.
Chciałbym dodać, że nawet kilkadziesiąt lat po wojnie miejscowość nie była zbytnio odwiedzana przez ludność, obawiano się promieniowania, skąd miało by ono tu być, co miało je generować?
W sumie nie wiadomo. Ludzie obawiali się skażenia, którego niby mieli dopuścić się Niemcy podczas wzbogacania ciężkiej wody (ciężkiej wody się nie wzbogaca, no ale to szczegół 😉 )
Oczywiście sprawdziłem poziom promieniowanie w odwiedzonych miejscach i jest ono w normie, ok 0,15uSv/h
Większość założeń dotyczących militarnego wykorzystania tej pięknej miejscowości wydaje się być nieprawdopodobnych, za dużo niewiadomych, ludzkich domysłów, jednak jak by nie patrzeć, pod tym względem miejscowość jest na pewno interesująca.
Oczywiście na temat budowy bomby atomowej akurat w Mieroszowie, należy patrzeć z przymrużeniem oka, jednak jest to niezła historyjka do opowiadania w gronie kumpli, bo w środowisku eksploratorskim raczej nie zabłyśniemy. Dlatego też i ja podchodzę do tematu w ten sposób.
Przy czym powinienem zadać sobie pytanie, czy mając pasję i będąc w kilku obiektach mogę nazwać siebie eksploratorem? Czy też panuje tutaj zasada: Posiadacz lustrzanki nie jest fotografem, jest posiadaczem lustrzanki. Gdzie należało by to tłumaczyć chyba w ten sposób, że aby stać się eksploratorem trzeba dotrzeć w miejsce, gdzie nie był jeszcze nikt.
 

Na koniec dodam, że w maju 1945 r. sowieci wyzwolili więźniów AL. Friedland.

Wyprawa do Szklar

Data: 22 Kwietnia 2013
Godzina: Wyprawa całodniowa
Temperatura: ok 18C
Koordynaty50 38 43  16 49 38

Lokalizacja obiektu 
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie, musisz załatwić tragarza
Poziom trudności 
MAŁY, średni, armageddon
 

Szklary-Huta, to niewielka osada położona niedaleko Szklar. Eksploratorom znana przede wszystkim z historii, która wydarzyła się tutaj w 1994, kiedy to dwóch studentów zjechało w dół 30 metrowego szybu i utkwiło tam na 24dni. Celem wyprawy była chęć pozyskania minerałów, których w Szklarach jest bardzo dużo. Chłopacy zjechali w dół, zostawiając u góry plecaki, bo z plecakiem poruszanie się w wąskich przesmykach jest utrudnione. Po dostaniu się na dno szybu, stwierdzili, że sprzęt potrzebny do wyjścia na powierzchnię został w plecakach. Jeżeli ktoś twierdzi, że po linie wspinaczkowej można się po prostu wspiąć za pomocą rąk to jest w błędzie. Liny wspinaczkowe są cienkie, pokryte śliskim nylonem, prawie niemożliwe jest zaciśnięcie dłoni na takim sznurku. 
Panowie, pijąc skraplającą się wodę i własny mocz w końcu doczekali się pomocy, ktoś przypadkiem zauważył plecaki leżące nieopodal szybu. 
Oczywiście przebywanie pod ziemią w takich warunkach odbiło się na ich psychice, jeden ze studentów korzystał z poradni psychologicznych, a następnie wybrał się ponownie do szybu, bo ciągle dręczyły go koszmary, chciał na spokojnie zjechać i niejako „oswoić” się ze sztolnią, nazywa się to terapia ekspozycyjna.
Podczas zjazdu nie zadziałał bloker i mężczyzna spadł na dno szybu, na szczęście prawie natychmiast go odnaleziono, miał kilka złamań, ale doszedł do siebie. Drugi z chłopaków niestety nie poradził sobie z traumą,  przeprowadził się do innej miejscowości, odciął od ludzi i zatracił zmysły.



Wyprawy do Szklar nie planowałem, ale chciałem się tam udać, dzięki uprzejmości chłopaków i Pań z Wałbrzyskiej Grupy Sztolniowej dostałem  możliwość wzięcia udziału we wspólnym wypadzie do Szklar, za co jestem bardzo wdzięczny 🙂

Na pierwszy odstrzał poszła sztolnia Robert, przeszukując zasoby internetu trafiłem na kilka ciekawych opisów i zdjęć przedstawiających kolorowe minerały takie jak chryzoprazy, czy opale. No, ale niestety, jeden z forumowych kolegów poinformował, że teren sztolni został wykupiony i powstanie tutaj trasa turystyczna. Na szczęście, już na miejscu po kilku chwilach natrafiliśmy na „szefa” i po miłej rozmowie dostaliśmy pozwolenie na swobodne zwiedzenie sztolni. W sumie to mieliśmy fuksa, bo za tydzień, może dwa sztolnia zostanie prawdopodobnie zabezpieczona, tak by można było rozpocząć prace przygotowawcze pod trasę turystyczną.

Zanim podeszliśmy pod wlot do „Roberta”, naszym oczom ukazał się ogrodzony obszar z informacją:

Teren kopalniany i ujęcie wody, wbrew pozorom zdarza się to dosyć często, wychodzi na to, że pompy umieszczone są w starym szybie, gdzie gromadzi się woda podchodząca na powierzchnię.

Idąc dalej mijamy budynek zarządcy kopalni.


I masę rozpadających się, opuszczonych budynków, w sumie to czułem się jak w Kłominie (jedno z najbardziej znanych w Polsce opuszczonych miast), choć nigdy tam nie byłem.


Resztki wiaduktu

 I kolejne ujęcie wody.

I to wszystko stoi puste….

Przyszła kolej na sztolnię „Robert” Poniżej wejście dawniej:

No i dzisiaj:

Podziemne  wydobycie niklu w Szklarach trwało od lat 1890-1920, a więc dosyć długo. Następnie zaczęto wydobycie odkrywkowe. W późniejszym okresie wznawiano wydobycie, jednak o znacznie mniejszej zawartości niklu w rudzie. Kopalnię zamknięto pod koniec 1983.
Podobno Szklary były drugie na świecie pod względem występowania, półszlachetnego, lecz cennego minerału zwanego chryzoprazem. Po zakończeniu wydobycia i zamknięciu huty, wioska popadła w ruinę i biedę.

Od samego początku sztolni, na stropie można zauważyć uchwyty, do których przyczepione były kable i lampy oświetlające wnętrze.

 W sztolni jak zwykle resztki pozostawione przez ludzi, być może część należała do pracowników.

 No raczej nie ta część.

 Sztolnia jest wysoka, naprawdę wysoko, bo coś koło 2,5m. Dziwnie się czułem jak nie musiałem iść pochylony 🙂

Gdzieniegdzie były przebicia przez ściany.

Zdarzały się momenty, gdzie obudowa się kończyła, na stropie nadal widać uchwyty.

Związki mineralne.

W jednej z odnóg małe pomieszczenie.

W sumie to im dalej szliśmy naprzód, tym pomieszczeń było więcej.

Pomimo tego, że na głowie miałem kask, to nie chciałbym zaliczyć kontaktu z tymi wystającymi ze stropu metalowymi prętami.

Oczywiście najciekawsze były formacje naciekowe i mineralne, bo sztolnia wykuta jest w serpentynicie.

W jednym miejscu zauważyłem ok 10 świeczek ustawionych wzdłuż ściany. Albo ktoś robił sesje zdjęciową, albo sprawdzał stan powietrza.

 

Niektóre korytarze były zamurowane, ale ktoś się przekuł.

 Nie mogło się obejść, bez chociaż jednego nietoperza 🙂

 Co jakiś czas mijaliśmy resztki podkładów.

I przekute ściany, oczywiście jeżeli była taka opcja to wchodziliśmy do środka.

 Jak w każdej sztolni…

Zamurowane wejścia miały swoje numery.

 Podkłady.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I rzecz jasna szyny.


Ciekawostką był zalany szyb, wydobycie niklu w Szklarach odbywało się na kilku poziomach.

 Ławeczki 🙂 Sztolnia Robert miała być zaadaptowana jako schron, to też przypuszcza się, że ławeczki pochodzą z tego okresu.


 Jak dla mnie to miejsce na tablicę pamiątkową:

Jakiej długości jest sztolnia? Dokładnie nie wiem, jedne źródła podają 1km, inne, że ok 1,5km. W każdym razie jest to najdłuższa sztolnia w jakiej byłem.

Oczywiście wydobycie niklu, a dokładnie minerałów zawierających nikiel nie odbywało się tylko za pomocą sztolni Robert, sztolni i szybów jest mnóstwo. Ta sztolnia to tylko jakaś niewielka część systemu, bo jak już wspominałem, Robert ma kilka poziomów. Prawdopodobnie całkowicie zalanych. Kilka krótszych sztolenek odwiedziliśmy, ale nie było czego focić 🙂

Fota na koniec zwiedzania sztolni „Robert”

OBIEKT JEST JUŻ NIEDOSTĘPNY!!! (20 lipca 2013)

Kurs Kamienna Góra



Data: 6 Marca
Godzina: ok 14:45
Temperatura: 8C
Koordynaty: Okolice ulicy Jedwabnej (stary kamieniołom) 

Lokalizacja obiektu 
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie, musisz załatwić tragarza
Poziom trudności 
MAŁY, średni, armageddon
 




Zazwyczaj, gdy szukałem miejsc do odwiedzenia, kierowałem się ku Wałbrzychowi, zagłębiu węglowemu, w którym to sztolni tych niedawno zamkniętych jak i tych starszych powinno być sporo.

Wczoraj jednak odezwał się do mnie mój kumpel- Robert, zainteresowany wyprawami.
Zaproponował mi on odwiedzenie obiektu w Kamiennej Górze. Oczywiście się zgodziłem.
 
Dzisiaj o  godzinie 14:35 wyruszyliśmy w kierunku Landeshut (nazwa niemiecka)
 
Prócz sztolni po dawnych kopalniach węgla, w Kamiennej Górze można odnaleźć jeszcze co najmniej 4 sztolnie wykute przez więźniów filii Gross Rosen.
 
Obóz  Arbeitslager Landeshut zaczął swą działalność 16 lipca 1944 r. Był to obóz męski, w którym znajdowali się Polacy, Czesi i Rosjanie. Więźniowie pracowali w przemyśle zbrojeniowym, który został przeniesiony do Kamiennej Góry z Niemiec  po nalotach dywanowych, które zniszczyły niemieckie fabryki. Kamienna góra była poza zasięgiem Amerykańskich super fortec, czyli ciężkich bombowców oraz przy drążeniu sztolni i schronów w pobliskich górach.
 
Dzisiaj jedna ze sztolni, znajdująca się w górze Parkowej, zwanej również Kościelną została zaadaptowana na podziemna trasę turystyczną, w sztolni tej pracowano nad samolotami nowego typu. Projekt nosił nazwę Arado i był oznaczony najwyższa klauzulą tajności. Obiektu jeszcze nie zwiedziłem, po części wynika to z faktu, że w mniejszym stopniu interesują mnie obiekty „rozrywkowe” druga sprawa to… nie wiem jak się wytłumaczyć, po prostu nie było okazji.
 
Kolejny obiekt znajduje się na Górze Zamkowej, niestety obecne wejście wiedzie przez  garaże , szopy, ogólnie rzecz biorąc podwórka leżące przy domach. Wejście może się odbyć tylko po uzyskaniu zgody właścicieli.  Zresztą sam stan obiektu nie jest znany.
 
Więc razem z Robertem, udaliśmy się do sztolni pod górą Widok.
Po przejściu kilkunastu metrów, naszym oczom ukazała się ściana kamieniołomu i znajdujące się przy ziemi wejście do kompleksu:

Naszą uwagę przykuły malowidła:

 Ale już po krótkiej chwili ruszyliśmy w kierunku wejścia.

W prawdzie powiedziawszy spodziewałem się tutaj metalowej kraty, ponieważ jakieś 2 miesiące temu na terenie dolnego śląska przypomniano sobie o ochronie nietoperzy. Na szczęście jedyną przeszkodzą okazała się woda, ja wróciłem się po wodery,  a Robert poruszał się po wystających z wody kamieniach.

Wiele sztolni jest surowych, tzn. kutych w skale i pozbawionych zabezpieczenia, w tym przypadku było inaczej. Betonowe okładziny ścian przy wejściu.

Trochę dalej zauważyliśmy, metalową szynę do wzmocnienia stropu.  
Po pokonaniu wody, dalsza część chodnika była już sucha.
Co jakiś czas mijaliśmy strzałki, które ktoś wcześniej malował, aby się nie zgubić.

Po prawnej stronie, zaczęły się pojawiać metalowe „zawiasy”, albo zawieszona była na nich krata, albo szły tędy kable doprowadzające oświetlenie.

Korytarze miały kilka odnóg, po skręceniu w lewą stronę zauważyliśmy małe, zwisające nacieki wapienia.
Dodam również, że na zdjęciu można zauważyć obmurowany strop, nie wszędzie tak było, co jakiś czas była goła skała.
Tak jak np. tutaj

 Po raz pierwszy zauważyłem również naciek, który pojawiał się na ziemi

To co rzuciło się nam w oczy to bardzo duże ilości odwiertów, prawdopodobnie na ładunki wybuchowe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wkrótce odbiliśmy w drugi korytarz.

A po lewej stronie zauważyliśmy biegnące ceramiczne rury odwadniające obiekt.
Co jakiś czas napotykaliśmy dziury, które odznaczały się od reszty, prawdopodobnie ktoś szukał ukrytych sal.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiem wam szczerzę, że kompletnie się nie spodziewałem, że obiekt będzie tak dobrze zachowany, a co najważniejsze, dosyć spory.
Ciągle jakieś boczne wejścia, wzmocnienia ścian i stropu, miejsce na okablowanie. Czemu miała służyć ta sieć tuneli? Jak zwykle nie wiadomo… Prawdopodobnie miał to być schron dla zakładów, które produkowały łożyska, lub coś w rodzaju podziemnej fabryki/laboratorium. Obiekt oczywiście nie jest dokończony.

Kości jakiegoś zwierza. Nie pierwszy raz je widzę w sztolni.

 I kolejne rozwidlenie.
  Wiecie co jest najlepsze we wspólnej eksploracji? To, że można się do kogoś odezwać, a nie w kółko nucić po nosem: Bad boys bad boys whatcha gonna do? Whatcha gonna do when they come for you?
Kolejna fajna sprawa to możliwość sprawdzenia kilku korytarzy, żeby nie wchodzić w ślepe zaułki.


 Strzałki, były na każdej ścianie.

Wspólnie z Robertem zastanawialiśmy się do czego mogły służyć te haki, założyliśmy, że biegły tędy kable.
Teraz czytam, że nie tylko my tak zakładaliśmy, okazuje się bowiem, że schron był oświetlony.

Wcześniej wspominałem o tym, że obiekt jest niedokończony, świadczyć mogą o tym kończące się po 2metrach odnogi korytarza i wystające ze ściany metalowe pręty zbrojeniowe.

To dopiero fajna sprawa, zdjęcie trochę rozmazane, gdyż naświetlałem trzymając aparat na kolanie, nie zabrałem statywu. Promień oczywiście w realu prezentował się o wiele lepiej.

 Mój kompan, Robert.

 Nieee, to nie wata cukrowa, to pleśń/grzyb. Ciekawy zresztą.

 W niektórych miejscach spotykaliśmy takie o to płyty, niektóre miały wywiercone otwory, po co? Nie mam pojęcia.
Pamiątkowa fotka. Hmm po rumieńcach możecie dojść do wniosku, że w sztolni jest dosyć ciepło.

 Wyjście.

Wg niektórych mieszkańców Kamiennej Góry, kompleks, który odwiedziliśmy, może łączyć się z tunelami, które znajdują się na ulicy Wiejskiej. Niestety nikt nie jest w stanie sprawdzić tej informacji.

 
 
Gdy się już zapakowaliśmy do samochodu, Robert pokazał mi mapę z zaznaczonymi 3 kopalniami. Takie przynajmniej ikony widniały na mapie. Postanowiliśmy to sprawdzić. Po dotarciu na miejsce, te 3 obiekty nie przypominały kopalń (znajdują się one przy górze Szubianka) 
Na przeciwko sztolni znajduje się filia obozu Gross Rosen. Na początku się zastanawialiśmy, czy to o ten obiekt chodzi, jednak jedna rzecz zwróciła szczególnie naszą uwagę, to musiał być ten obóz.
Tak prezentowało się pierwsze wejście do obiektu. 
Niestety było ono zakratowane

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wejście nr 2.

Niestety ponownie zabezpieczone.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec bramka nr 3.
No, tego się akurat spodziewaliśmy.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po wojnie te obiekty służyły jako schrony dla mieszkańców. Nad dwoma wejściami umieszczone są czerpnie powietrza.


Na koniec zacytuję  „Przeżyliśmy Gross-Rosen”

„(…) w wielkim pośpiechu ogłoszono apel całego obozu i popędzono nas do lochów znajdujących się pod górą po drugiej stronie Bobru, nieopodal obozu. Biegnąc, z daleka zobaczyliśmy wybity w zboczu góry duży otwór. W ten otwór wbiegliśmy popędzani przez esesmanów i szczuci psami. Przekroczyliśmy potężną bramę zrobioną z żelaza, która po naszym wejściu szczelnie zamknęła otwór. Kilka metrów za tą bramą znajdowała się druga brama zrobiona z żelaznej kratownicy, która również za nami została zamknięta….

Co najciekawsze, wpis nie tyczy się obiektu, którego zdjęcia widzicie u góry.  Inny więzień pisze, że prowadzono ich do bunkra znajdującego się nieopodal opisywanego przeze mnie obiektu. A więc istniał drugi kompleks „schronów” wykutych w skale, w żaden sposób niezabezpieczony przed obwałem, znajdował się on w Daleszowie Górnym (dawniej należący do Kamiennej Góry). Obiekt ten to prawdopodobnie tzw. sztolnia Brodno. Wiele osób tam umarło, niemcy zamknęli w środku więźniów, a metalowe wrota nie pozwoliły na dopływ świeżego powietrza. Uduszenie to straszna śmierć.

Przeznaczenie sztolni Brodno nie jest znane.

Totenburg- ostatnia świątynia nazizmu


Data: 6 Luty

Godzina: ok.13:45
Temperatura: 0, odczuwalna +5
Koordynaty: 50  45  53 16 17 49

Obiekt nazywa się Schlesier Ehrenmal, a nie Totenburg, jednak z uwagi na fakt, że większość osób kojarzy go z nazwy Totenburg, tak też będę go nazywał w tym poście.

Czym jest Totenburg?  To Mauzoleum, monumentalny obiekt, zlokalizowany nieopodal centrum Wałbrzycha, zapomniany i zaniedbany. Zaprojektowany prze niemieckiego inżyniera Roberta Tischlera,  mazoleum zostało wybudowane na przełomie lat 1936–1938. Stylizowane na budowlach mezopotamskich. Obiekt jedyny w swoim rodzaju, unikatowy na skalę światową. Wymiary budowli 24×27 m, wysokość 6 m.

Tak by wyglądały informacje w skrócie.

 
Mauzoleum zostało wybudowane jako Symbol Dumy, Siły, Chwały, upamiętniający 170 tys. Ślązaków, którzy zginęli podczas I wojny światowej, ofiary wypadków w kopalniach oraz 25 lokalnych bojowników ruchu narodowo-socjalistycznego.
To jest wersja oficjalna…. Jednak pewne źródła mówią, że tak naprawdę obiekt miał inne zadanie, prawdopodobnie to tu, swoją inicjację przechodzili przyszli członkowie zakonu SS.
Obiekt był strzeżony, żołnierze pełnili warty, a przed mauzoleum odbywały się defilady.
Obiekt widoczny był z wielu zakątków Wałbrzycha
 
Obiekt po II wojnie światowej został strasznie zaniedbany, do dzisiaj nie widnieje w księgach jako zabytek, a należy przyznać, że budowla była wykonana z najwyższą starannością, poszczycić się mogła mnogością detali i oryginalnością.
Budowla posiada podziemia, to prawdopodobnie tam odbywały się rytuały związane z wcielaniem młodych chłopców do SS, w późniejszym okresie podziemia stały się grobowcem.
 
Po wojnie wg. pewnych źródeł zjawili się tu Rosjanie, którzy siłą wtargnęli do podziemi i rozkuwając skały wyciągnęli min. niemieckie mundury i porcelanowe zastawy. Czy to prawda? Nie wiem. 
Obecnie osoby, które tutaj przychodzą mówią, że ten obiekt ma coś w sobie demonicznego, czy ja wiem?
 
Jak to zwykle mam w rodzaju, wybrałem drogę na przełaj i już na jej początku zauważyłem taki oto znak.
Jednak z naprzeciwka szli spacerujący ludzie, tak więc stwierdziłem, że znak już nie obowiązuje.
Kilkanaście metrów dalej poszedłem w prawo pod górkę, minąłem kilka wykopalisk biedaszybników i trafiłem na ciekawą dziurę w ziemi:
Mam nadzieję, że wkrótce ktoś się zajmie odkopaniem wejścia 🙂
 
 
Po wejściu na mało stromą górkę, moim oczom ukazuje się to cudo.
Jest to naprawdę zaskakujące, gdy pośrodku łąki stoi monumetalna budowla o której wcześniej się nie wiedziało. Niczym rycerska warownia.


 
 
 
 
Dzisiaj pozostały ich resztki , bez śladów znajdujących się tu dawniej orłów
 
 
Wcześniej wspomniałem o detalach:
Elewacje budowli oraz arkady wykonano z wapienia triasowego z rejonu Gogolina(Górny Śląsk), natomiast gzymsy i portale z piaskowca górnokredowego z Łącznej.
 Posadzkę krużganków wyłożono granitem karkonoskim, a dziedziniec kostką brukową.
 
Niestety, dzisiaj cała podłoga, że się tak wyrażę składa się z ubitej ziemi i  kilogramów potłuczonego szkła, gdzieniegdzie widać wspominany granit, kostki nie zauważyłem.
 
Tak jak już wspominałem, mauzoleum nigdy nikt się nie opiekował, tak więc obiekt niszczeje.
 

Najgorsze są jednak wszechobecne „malowidła”

 
Tryumf natury

 
 
 
 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 

 

 

Tak dzisiaj wygląda plac defilad

A tak wygląda wejście
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Po pokonaniu widocznej przeszkody, trafiamy do małego pomieszczenia, nie wiem jaką pełniło funkcję dawniej, dzisiaj z jej określeniem nie ma problemu

.

I wejście od wewnętrznej strony mauzoleum

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Strop w niektórych miejsca przedstawia się tak, czyli nieźle jak na budowlę mającą 74lata 

Jak już wspominałem wszechobecne dzieła rąk ludzkich

Krużganek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Sufit” w jednym z czterech rogów

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


W każdym kącie znajduje się dodatkowe pomieszczenie, do którego wchodzi się takim przejściem (w każdym z rogów jest ono takie samo)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W pomieszczeniu istnieje jedyny ślad pozostawiony przez nazistów

Obiekt niszczeje i widać to gołym okiem

Idąc dookoła krużgankiem, można zauważyć, że każdy sufit w rogu zdobi poniższe cudo

Dawniej na środku stała pochodnia:

Metalowa kolumna ze zniczem zaprojektowana przez Ernsta Geigera i odlana w zakładach Würtembergische Metallwarenfabrik Geislingen-Steige. Na cokole znajdowały się cztery lwy z otwartymi paszczami inspirowane rzeźbą Lwa Brunszwickiego. Były to lwy ryczące i oznajmiające zmartwychwstanie poległych w dniu Sądu Ostatecznego. Kolumna była zdobiona ornamentem sieciowym i liśćmi dębu – germańskim symbolem zwycięstwa. Znicz podtrzymywały rzeźby trzech nagich młodzieńców.

Dzisiaj pozostała tylko zasypana dziura w ziemi.
Wg. niektórych opinii czasami przesiadywali tutaj sataniści, widocznie nie tylko oni

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mimo 74lat, cegła dalej jest śnieżnobiała

W jednym z kątów, widać wejście do podziemi, jest to to jedno z dwóch wejść, to akurat jest prawdopodobnie naturalne, stworzone celowo, czego nie można powiedzieć o tym drugim

 

Tylko w pomieszczeniu, gdzie znajduje się wejście do podziemi znalazłem resztki zawiasów, więc albo było to miejsce, gdzie nie każdy członek SS mógł wejść, albo też tylko tutaj zawiasy się ostały, a montowane były w każdym pomieszczeniu

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Sklepienie krużganka pokrywała marmurowo-złota mozaika zaprojektowana przez H. Mühlena z Monachium. Do dzisiaj zostało jej bardzo mało, przeciekająca przez dach woda, wszystko niszczy. Zresztą mówi się, że część była celowo zdrapywano, ze względu na to, że mozaika pokryta była złotem
Tutaj fragment z innej części mauzoleum

Wspominałem o kilogramach szkła, na prawdę nie przesadzam, bo przechadzając się dookoła budowli, jedyne co słychać to pękające pod butami szkło, dlatego też przydają się trapery, no ewentualnie adidasy +odrobina ostrozności


Granit karkonoski

Podesty pod okna, widocznie te nie spełniały jedynie funkcji dekoracyjnej

Drugie mniej oficjalne wejście do podziemi/krypty 🙂

 

O podziemiach wiadomo niewiele, co ciekawsze w internecie nie ma relacji z podziemi, ot kilka zdjęć, a chyba jest to najbardziej tajemnicza część mauzoleum. Zresztą kiedyś znaleziono tu zamordowanego mężczyznę. Niestety o ile można zeskoczyć w dół, to powrót na górę był by niemożliwy

Widok na drugą cześć krużganka.

Jeden z odpadniętych fragmentów malowidła zabieram na pamiątkę 😉

W miejscu, gdzie stała pochodnia jest zasypany tunel, tunelem tym doprowadzano gaz. W końcu pochodnia musiała coś spalać

Panorama wnętrza

Gdybym chciał sfotografować, każde bazgroły, podpisy, wyznania miłosne, musiał bym zrobić ok 50zdjęć

Ostatni odwrót za siebie, fotka i w drogę powrotną

 
 

Obiekt choć poświęcony nazistom, fascynuje i to bardzo. Nigdy nie interesowała mnie naziemna architektura, jednak ten obiekt naprawdę mnie ujął. 
Szkoda tylko, że z powodu zaniedbania urzędników Wałbrzycha niszczeje i służy jako miejsce alkoholowych libacji.

Jest to jedyne Mauzoleum, które przetrwało upadek ideologii Hitlera, poprzednie 2 budowle wysadzono, być może przetrwa kolejne 70 lat.

Film ze zwiedzania podziemi:

 

Spacer tematyczny po Gorcach, czyli tam gdzie nie da się wejść

Data: 8 Listopada 2012
Godzina: ok14
Temperatura: ok 10C
Koordynaty:   Gorce

Przeglądałem dzisiaj wikimapię, a konkretnie tereny Gorc. Zauważyłem, że prócz zaznaczonego szybu Witold, istnieje jeszcze szyb Klara I i Klara II.

Korzystając z chwili wolnego czasu, wybrałem się na spacer.

Poniżej szyb Witold. W chwili obecnej cały kompleks jest przerabiany na centrum kulturalno-konferencyjne.

 
 
 
 
 
 

Na samym końcu Gorc skręciłem w lewo, a następnie przejechałem jakieś 300m w poszukiwaniu dawnego wylotu sztolni odwadniającej, niestety nie udało mi się jej znaleźć.

Zobaczyłem za to ciekawe ruiny:
Jeden ze starszych przechodniów powiedział, że to stacja zasilająca pobliskie baterie koksownicze kopalni Abendröthe.

Ruiny jak to ruiny, kupa kamieni, ale mnie zaciekawił ten oto komin.
Być może była to czerpnia powietrza/ wentylacja pracującej i nagrzewającej się aparatury budynku.

Jedno z zamurowanych wejść

Zawalony strop
Tego samego spacerującego mężczyznę zapytałem o ten dziwny budynek, w którym na chwilę obecną mieści się fabryka wafli. To stacja wentylatorów szybu wentylacyjnego Klara I

Niedaleko zauważyłem małe zasypane okienko
Przypuszczam, że to kanał techniczny

Na terenie straży pożarnej, widać wejścia do sztolni upadowych.
Ciekawe, czy chodniki są jeszcze drożne.
Spacerowałem ok 25min i udało mi się zauważyć zapadlisko, zawał nad któymś z chodników kopalni
Poniżej budynek transformatorów i maszyny wyciągowej, w chwili obecnej jest to hala sportowa.

Wspomniałem o szybie Klara I i II, gdzie jest dwójka? Pod płytą stadionu 🙂

Sztolnie, jaskinie, kopalnie

Translate »