Archiwum kategorii: Urbex

Wyprawa do IG Farben- Wałbrzych

Data: 6 Października 2013
Godzina: ok 10:00
Temperatura: ok 10C
Koordynaty:  Wałbrzych, dzielnica Gaj.

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

MAŁY, średni, pół-armageddon

Na początku wspomnę, że wypad doszedł do skutku dzięki Filipowi, który poświęcił swój czas i zaprowadził mnie w te rejony.

Zakład IG Farben o którym wspomniałem w tytule, jako pierwszy na świecie rozpoczął produkcję  benzyny syntetycznej z węgla. III Rzesza mając rosnący popyt na benzynę i ropę, rzecz jasna potrzebną do zasilania pojazdów wojskowych, musiała skłonić się do pozyskiwania jej z innego źródła niż od Związku Radzieckiego, bo ten w każdej chwili mógł odciąć Niemców od dostaw, zatrzymując tym samym maszynę wojenną. III Rzesza zaczęła więc stawiać rafinerie do pozyskiwania cennego surowca, a jedna z nich powstała w Wałbrzychu na Wzgórzu Matyldy.
Kopalnia „Bahn Schacht” dostarczała surowca, a istniejące wtedy zakłady azotowe przekształcono w rafinerię. Z raportu Armii Krajowe wynika, że produkcja szła pełną parą, a w lasach umiejscowione były metalowe i betonowe zbiorniki różnego przeznaczenia. 
Ile z tego możemy zobaczyć dziś? Co najwyżej kawałek betonu pośrodku łąki.

Wg niektórych źródeł w rafinerii miały pracować również osoby z pobliskiego obozu pracy.
Przypuszcza się, że powstał on w roku 1943. Niestety z dawnych obozowych baraków nie zostało nic,  zostały za to zabudowania osób zarządzających obozem i resztki słupów, przez które był rozciągnięty drut kolczasty. 
 


Długie, stosunkowo niskie budowle. Gdzieś je już widzieliśmy hm? Takie same są w Mieroszowie. 
Przy okazji odwiedziliśmy radziecki cmentarz, na którym znajdują się mogiły wojskowych. 
W chwili obecnej cmentarz jest… odnawiany? Nie wiem, czy mogę użyć takiego określenia.

A teraz do rzeczy 🙂
Niemcy obawiali się nalotów, które masowo niszczyły infrastrukturę przemysłową. Więc zdecydowano się przenieść produkcję benzyny syntetycznej pod ziemię, w tym celu wydrążono w skale kilka długich na kilkanaście metrów korytarzy. Obecnie wejścia są cztery, być może kiedyś było ich więcej. W każdym razie żadne urządzenie nie zostało przeniesione pod ziemię. Być może sztolnie miały mieć inne przeznaczenie.

Ze stropu odpadły bardzo spore okruchy.
Szyny kolejki wąskotorowej.




 Spąg sztolni w 95% składa się z mułu, tak więc najlepszym rozwiązaniem jest zaopatrzenie się w wodery.

 Ślad po wiertle.
Pomimo, że w wielu miejscach stoją resztki drewnianej obudowy,wszystko trzyma się dosyć stabilnie.

 Kolorowa breja.

I kolorowe nacieki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niezłe wrażenie robiły kolorowe „coś” pływające w wodzie. Pleśń?

 

Czarne zabarwienie spowodowane jest występowaniem ropopochodnej substancji, którą destylowano na benzynę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak widać, wycieka ona również ze ścian. Intensywny „zapach” tego czarnego cholerstwa jest bardzo intensywny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To jest dobre, czarna maź wycieka z odwiertu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie wiem co nadaje ten rdzawy kolor, być może związki żelaza.

Sztolniowanie wciąga 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No i droga na powierzchnię.

Kolejne wejście.

Tutaj skała jest zwietrzałą i odpada zaraz po dotknięciu.

 Naturalny obwał odcinający jeden z chodników.

 I cała masa belek.

 Poniżej widać tą czarna substancję, która leży na samym dnie przykryta mułem.

Koniec sztolni, a tam na dnie największe skupisko substancji.

Nacieków ciąg dalszy.

 I jedna z ciekawszych rzeczy, wiertło 🙂

 Wejście nr 3. Spore jak widać. Po kilku metrach korytarz się kończy, sytuacja podobna w przypadku wejścia 4tego. Więc wracamy do samochodu

Pozostałość mazi na woderach.

Info na koniec. Przy dwóch pierwszych zejściach jest masa szkła, w tym również całych szyb ukrytych pod liśćmi + azbest. Tak więc, uważajcie przy schodzeniu. Kolejna spraw to odór, który w wielu miejscach jest na prawdę mocny. Nie wiem jakie gazy występują w sztolni, ale zapach może powodować zawroty głowy.

A na koniec ciekawostka 🙂
Pobrałem próbki z woderów tej czarnej mazi i potraktowałem ją ogniem. Jak widać mokra od wody maź reaguje, wysuszę resztę i zobaczę jak się ona zachowa.


 PS: Za tydzień szykuje się nowy wypad 🙂

Pozdrawiam, LEON.
  

Mauzoleum- część podziemna

Data: 2 Maja 2013
Godzina: 16:30
Temperatura: ok 15C
Koordynaty50 45 53 16 17 49

Lokalizacja obiektu 
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, małe, ŚREDNIE, musisz załatwić tragarza
Poziom trudności 
mały, ŚREDNI, armageddon
 

Za pierwszym razem nie udało mi się wejść do podziemi, gdyż byłem sam, a wejście polega na opuszczeniu się przez wykuty otwór. Problem stanowi różnica wysokości. Bo od podłogi Mauzoleum do podłogi podziemi jest ok 3,5m. Za drugim razem przyjechałem z kolegami, a do tego wziąłem linę 🙂

Ja dysponowałem latarką Ultrafire 502B o mocy ok 800lm ( zwykła podręczna latarka ma ok 50-80lm), a do tego światło kolegi o mocy ok 250lm. Niestety film i tak wyszedł dosyć ciemny, po części wynika to z faktu, że mam ciemny obiektyw w aparacie, a druga sprawa to widocznie potrzebna jest większa moc świetlna. Tak, czy inaczej, zapraszam na film 🙂 Dodam tylko, że najlepiej jest oglądać, gdy na monitor nie pada żadne światło, a więc wieczorem. Film w miniHD.



Kurs Kamienna Góra



Data: 6 Marca
Godzina: ok 14:45
Temperatura: 8C
Koordynaty: Okolice ulicy Jedwabnej (stary kamieniołom) 

Lokalizacja obiektu 
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie, musisz załatwić tragarza
Poziom trudności 
MAŁY, średni, armageddon
 




Zazwyczaj, gdy szukałem miejsc do odwiedzenia, kierowałem się ku Wałbrzychowi, zagłębiu węglowemu, w którym to sztolni tych niedawno zamkniętych jak i tych starszych powinno być sporo.

Wczoraj jednak odezwał się do mnie mój kumpel- Robert, zainteresowany wyprawami.
Zaproponował mi on odwiedzenie obiektu w Kamiennej Górze. Oczywiście się zgodziłem.
 
Dzisiaj o  godzinie 14:35 wyruszyliśmy w kierunku Landeshut (nazwa niemiecka)
 
Prócz sztolni po dawnych kopalniach węgla, w Kamiennej Górze można odnaleźć jeszcze co najmniej 4 sztolnie wykute przez więźniów filii Gross Rosen.
 
Obóz  Arbeitslager Landeshut zaczął swą działalność 16 lipca 1944 r. Był to obóz męski, w którym znajdowali się Polacy, Czesi i Rosjanie. Więźniowie pracowali w przemyśle zbrojeniowym, który został przeniesiony do Kamiennej Góry z Niemiec  po nalotach dywanowych, które zniszczyły niemieckie fabryki. Kamienna góra była poza zasięgiem Amerykańskich super fortec, czyli ciężkich bombowców oraz przy drążeniu sztolni i schronów w pobliskich górach.
 
Dzisiaj jedna ze sztolni, znajdująca się w górze Parkowej, zwanej również Kościelną została zaadaptowana na podziemna trasę turystyczną, w sztolni tej pracowano nad samolotami nowego typu. Projekt nosił nazwę Arado i był oznaczony najwyższa klauzulą tajności. Obiektu jeszcze nie zwiedziłem, po części wynika to z faktu, że w mniejszym stopniu interesują mnie obiekty „rozrywkowe” druga sprawa to… nie wiem jak się wytłumaczyć, po prostu nie było okazji.
 
Kolejny obiekt znajduje się na Górze Zamkowej, niestety obecne wejście wiedzie przez  garaże , szopy, ogólnie rzecz biorąc podwórka leżące przy domach. Wejście może się odbyć tylko po uzyskaniu zgody właścicieli.  Zresztą sam stan obiektu nie jest znany.
 
Więc razem z Robertem, udaliśmy się do sztolni pod górą Widok.
Po przejściu kilkunastu metrów, naszym oczom ukazała się ściana kamieniołomu i znajdujące się przy ziemi wejście do kompleksu:

Naszą uwagę przykuły malowidła:

 Ale już po krótkiej chwili ruszyliśmy w kierunku wejścia.

W prawdzie powiedziawszy spodziewałem się tutaj metalowej kraty, ponieważ jakieś 2 miesiące temu na terenie dolnego śląska przypomniano sobie o ochronie nietoperzy. Na szczęście jedyną przeszkodzą okazała się woda, ja wróciłem się po wodery,  a Robert poruszał się po wystających z wody kamieniach.

Wiele sztolni jest surowych, tzn. kutych w skale i pozbawionych zabezpieczenia, w tym przypadku było inaczej. Betonowe okładziny ścian przy wejściu.

Trochę dalej zauważyliśmy, metalową szynę do wzmocnienia stropu.  
Po pokonaniu wody, dalsza część chodnika była już sucha.
Co jakiś czas mijaliśmy strzałki, które ktoś wcześniej malował, aby się nie zgubić.

Po prawnej stronie, zaczęły się pojawiać metalowe „zawiasy”, albo zawieszona była na nich krata, albo szły tędy kable doprowadzające oświetlenie.

Korytarze miały kilka odnóg, po skręceniu w lewą stronę zauważyliśmy małe, zwisające nacieki wapienia.
Dodam również, że na zdjęciu można zauważyć obmurowany strop, nie wszędzie tak było, co jakiś czas była goła skała.
Tak jak np. tutaj

 Po raz pierwszy zauważyłem również naciek, który pojawiał się na ziemi

To co rzuciło się nam w oczy to bardzo duże ilości odwiertów, prawdopodobnie na ładunki wybuchowe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wkrótce odbiliśmy w drugi korytarz.

A po lewej stronie zauważyliśmy biegnące ceramiczne rury odwadniające obiekt.
Co jakiś czas napotykaliśmy dziury, które odznaczały się od reszty, prawdopodobnie ktoś szukał ukrytych sal.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiem wam szczerzę, że kompletnie się nie spodziewałem, że obiekt będzie tak dobrze zachowany, a co najważniejsze, dosyć spory.
Ciągle jakieś boczne wejścia, wzmocnienia ścian i stropu, miejsce na okablowanie. Czemu miała służyć ta sieć tuneli? Jak zwykle nie wiadomo… Prawdopodobnie miał to być schron dla zakładów, które produkowały łożyska, lub coś w rodzaju podziemnej fabryki/laboratorium. Obiekt oczywiście nie jest dokończony.

Kości jakiegoś zwierza. Nie pierwszy raz je widzę w sztolni.

 I kolejne rozwidlenie.
  Wiecie co jest najlepsze we wspólnej eksploracji? To, że można się do kogoś odezwać, a nie w kółko nucić po nosem: Bad boys bad boys whatcha gonna do? Whatcha gonna do when they come for you?
Kolejna fajna sprawa to możliwość sprawdzenia kilku korytarzy, żeby nie wchodzić w ślepe zaułki.


 Strzałki, były na każdej ścianie.

Wspólnie z Robertem zastanawialiśmy się do czego mogły służyć te haki, założyliśmy, że biegły tędy kable.
Teraz czytam, że nie tylko my tak zakładaliśmy, okazuje się bowiem, że schron był oświetlony.

Wcześniej wspominałem o tym, że obiekt jest niedokończony, świadczyć mogą o tym kończące się po 2metrach odnogi korytarza i wystające ze ściany metalowe pręty zbrojeniowe.

To dopiero fajna sprawa, zdjęcie trochę rozmazane, gdyż naświetlałem trzymając aparat na kolanie, nie zabrałem statywu. Promień oczywiście w realu prezentował się o wiele lepiej.

 Mój kompan, Robert.

 Nieee, to nie wata cukrowa, to pleśń/grzyb. Ciekawy zresztą.

 W niektórych miejscach spotykaliśmy takie o to płyty, niektóre miały wywiercone otwory, po co? Nie mam pojęcia.
Pamiątkowa fotka. Hmm po rumieńcach możecie dojść do wniosku, że w sztolni jest dosyć ciepło.

 Wyjście.

Wg niektórych mieszkańców Kamiennej Góry, kompleks, który odwiedziliśmy, może łączyć się z tunelami, które znajdują się na ulicy Wiejskiej. Niestety nikt nie jest w stanie sprawdzić tej informacji.

 
 
Gdy się już zapakowaliśmy do samochodu, Robert pokazał mi mapę z zaznaczonymi 3 kopalniami. Takie przynajmniej ikony widniały na mapie. Postanowiliśmy to sprawdzić. Po dotarciu na miejsce, te 3 obiekty nie przypominały kopalń (znajdują się one przy górze Szubianka) 
Na przeciwko sztolni znajduje się filia obozu Gross Rosen. Na początku się zastanawialiśmy, czy to o ten obiekt chodzi, jednak jedna rzecz zwróciła szczególnie naszą uwagę, to musiał być ten obóz.
Tak prezentowało się pierwsze wejście do obiektu. 
Niestety było ono zakratowane

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wejście nr 2.

Niestety ponownie zabezpieczone.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec bramka nr 3.
No, tego się akurat spodziewaliśmy.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po wojnie te obiekty służyły jako schrony dla mieszkańców. Nad dwoma wejściami umieszczone są czerpnie powietrza.


Na koniec zacytuję  „Przeżyliśmy Gross-Rosen”

„(…) w wielkim pośpiechu ogłoszono apel całego obozu i popędzono nas do lochów znajdujących się pod górą po drugiej stronie Bobru, nieopodal obozu. Biegnąc, z daleka zobaczyliśmy wybity w zboczu góry duży otwór. W ten otwór wbiegliśmy popędzani przez esesmanów i szczuci psami. Przekroczyliśmy potężną bramę zrobioną z żelaza, która po naszym wejściu szczelnie zamknęła otwór. Kilka metrów za tą bramą znajdowała się druga brama zrobiona z żelaznej kratownicy, która również za nami została zamknięta….

Co najciekawsze, wpis nie tyczy się obiektu, którego zdjęcia widzicie u góry.  Inny więzień pisze, że prowadzono ich do bunkra znajdującego się nieopodal opisywanego przeze mnie obiektu. A więc istniał drugi kompleks „schronów” wykutych w skale, w żaden sposób niezabezpieczony przed obwałem, znajdował się on w Daleszowie Górnym (dawniej należący do Kamiennej Góry). Obiekt ten to prawdopodobnie tzw. sztolnia Brodno. Wiele osób tam umarło, niemcy zamknęli w środku więźniów, a metalowe wrota nie pozwoliły na dopływ świeżego powietrza. Uduszenie to straszna śmierć.

Przeznaczenie sztolni Brodno nie jest znane.

Totenburg- ostatnia świątynia nazizmu


Data: 6 Luty

Godzina: ok.13:45
Temperatura: 0, odczuwalna +5
Koordynaty: 50  45  53 16 17 49

Obiekt nazywa się Schlesier Ehrenmal, a nie Totenburg, jednak z uwagi na fakt, że większość osób kojarzy go z nazwy Totenburg, tak też będę go nazywał w tym poście.

Czym jest Totenburg?  To Mauzoleum, monumentalny obiekt, zlokalizowany nieopodal centrum Wałbrzycha, zapomniany i zaniedbany. Zaprojektowany prze niemieckiego inżyniera Roberta Tischlera,  mazoleum zostało wybudowane na przełomie lat 1936–1938. Stylizowane na budowlach mezopotamskich. Obiekt jedyny w swoim rodzaju, unikatowy na skalę światową. Wymiary budowli 24×27 m, wysokość 6 m.

Tak by wyglądały informacje w skrócie.

 
Mauzoleum zostało wybudowane jako Symbol Dumy, Siły, Chwały, upamiętniający 170 tys. Ślązaków, którzy zginęli podczas I wojny światowej, ofiary wypadków w kopalniach oraz 25 lokalnych bojowników ruchu narodowo-socjalistycznego.
To jest wersja oficjalna…. Jednak pewne źródła mówią, że tak naprawdę obiekt miał inne zadanie, prawdopodobnie to tu, swoją inicjację przechodzili przyszli członkowie zakonu SS.
Obiekt był strzeżony, żołnierze pełnili warty, a przed mauzoleum odbywały się defilady.
Obiekt widoczny był z wielu zakątków Wałbrzycha
 
Obiekt po II wojnie światowej został strasznie zaniedbany, do dzisiaj nie widnieje w księgach jako zabytek, a należy przyznać, że budowla była wykonana z najwyższą starannością, poszczycić się mogła mnogością detali i oryginalnością.
Budowla posiada podziemia, to prawdopodobnie tam odbywały się rytuały związane z wcielaniem młodych chłopców do SS, w późniejszym okresie podziemia stały się grobowcem.
 
Po wojnie wg. pewnych źródeł zjawili się tu Rosjanie, którzy siłą wtargnęli do podziemi i rozkuwając skały wyciągnęli min. niemieckie mundury i porcelanowe zastawy. Czy to prawda? Nie wiem. 
Obecnie osoby, które tutaj przychodzą mówią, że ten obiekt ma coś w sobie demonicznego, czy ja wiem?
 
Jak to zwykle mam w rodzaju, wybrałem drogę na przełaj i już na jej początku zauważyłem taki oto znak.
Jednak z naprzeciwka szli spacerujący ludzie, tak więc stwierdziłem, że znak już nie obowiązuje.
Kilkanaście metrów dalej poszedłem w prawo pod górkę, minąłem kilka wykopalisk biedaszybników i trafiłem na ciekawą dziurę w ziemi:
Mam nadzieję, że wkrótce ktoś się zajmie odkopaniem wejścia 🙂
 
 
Po wejściu na mało stromą górkę, moim oczom ukazuje się to cudo.
Jest to naprawdę zaskakujące, gdy pośrodku łąki stoi monumetalna budowla o której wcześniej się nie wiedziało. Niczym rycerska warownia.


 
 
 
 
Dzisiaj pozostały ich resztki , bez śladów znajdujących się tu dawniej orłów
 
 
Wcześniej wspomniałem o detalach:
Elewacje budowli oraz arkady wykonano z wapienia triasowego z rejonu Gogolina(Górny Śląsk), natomiast gzymsy i portale z piaskowca górnokredowego z Łącznej.
 Posadzkę krużganków wyłożono granitem karkonoskim, a dziedziniec kostką brukową.
 
Niestety, dzisiaj cała podłoga, że się tak wyrażę składa się z ubitej ziemi i  kilogramów potłuczonego szkła, gdzieniegdzie widać wspominany granit, kostki nie zauważyłem.
 
Tak jak już wspominałem, mauzoleum nigdy nikt się nie opiekował, tak więc obiekt niszczeje.
 

Najgorsze są jednak wszechobecne „malowidła”

 
Tryumf natury

 
 
 
 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 

 

 

Tak dzisiaj wygląda plac defilad

A tak wygląda wejście
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Po pokonaniu widocznej przeszkody, trafiamy do małego pomieszczenia, nie wiem jaką pełniło funkcję dawniej, dzisiaj z jej określeniem nie ma problemu

.

I wejście od wewnętrznej strony mauzoleum

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Strop w niektórych miejsca przedstawia się tak, czyli nieźle jak na budowlę mającą 74lata 

Jak już wspominałem wszechobecne dzieła rąk ludzkich

Krużganek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Sufit” w jednym z czterech rogów

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


W każdym kącie znajduje się dodatkowe pomieszczenie, do którego wchodzi się takim przejściem (w każdym z rogów jest ono takie samo)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W pomieszczeniu istnieje jedyny ślad pozostawiony przez nazistów

Obiekt niszczeje i widać to gołym okiem

Idąc dookoła krużgankiem, można zauważyć, że każdy sufit w rogu zdobi poniższe cudo

Dawniej na środku stała pochodnia:

Metalowa kolumna ze zniczem zaprojektowana przez Ernsta Geigera i odlana w zakładach Würtembergische Metallwarenfabrik Geislingen-Steige. Na cokole znajdowały się cztery lwy z otwartymi paszczami inspirowane rzeźbą Lwa Brunszwickiego. Były to lwy ryczące i oznajmiające zmartwychwstanie poległych w dniu Sądu Ostatecznego. Kolumna była zdobiona ornamentem sieciowym i liśćmi dębu – germańskim symbolem zwycięstwa. Znicz podtrzymywały rzeźby trzech nagich młodzieńców.

Dzisiaj pozostała tylko zasypana dziura w ziemi.
Wg. niektórych opinii czasami przesiadywali tutaj sataniści, widocznie nie tylko oni

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mimo 74lat, cegła dalej jest śnieżnobiała

W jednym z kątów, widać wejście do podziemi, jest to to jedno z dwóch wejść, to akurat jest prawdopodobnie naturalne, stworzone celowo, czego nie można powiedzieć o tym drugim

 

Tylko w pomieszczeniu, gdzie znajduje się wejście do podziemi znalazłem resztki zawiasów, więc albo było to miejsce, gdzie nie każdy członek SS mógł wejść, albo też tylko tutaj zawiasy się ostały, a montowane były w każdym pomieszczeniu

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Sklepienie krużganka pokrywała marmurowo-złota mozaika zaprojektowana przez H. Mühlena z Monachium. Do dzisiaj zostało jej bardzo mało, przeciekająca przez dach woda, wszystko niszczy. Zresztą mówi się, że część była celowo zdrapywano, ze względu na to, że mozaika pokryta była złotem
Tutaj fragment z innej części mauzoleum

Wspominałem o kilogramach szkła, na prawdę nie przesadzam, bo przechadzając się dookoła budowli, jedyne co słychać to pękające pod butami szkło, dlatego też przydają się trapery, no ewentualnie adidasy +odrobina ostrozności


Granit karkonoski

Podesty pod okna, widocznie te nie spełniały jedynie funkcji dekoracyjnej

Drugie mniej oficjalne wejście do podziemi/krypty 🙂

 

O podziemiach wiadomo niewiele, co ciekawsze w internecie nie ma relacji z podziemi, ot kilka zdjęć, a chyba jest to najbardziej tajemnicza część mauzoleum. Zresztą kiedyś znaleziono tu zamordowanego mężczyznę. Niestety o ile można zeskoczyć w dół, to powrót na górę był by niemożliwy

Widok na drugą cześć krużganka.

Jeden z odpadniętych fragmentów malowidła zabieram na pamiątkę 😉

W miejscu, gdzie stała pochodnia jest zasypany tunel, tunelem tym doprowadzano gaz. W końcu pochodnia musiała coś spalać

Panorama wnętrza

Gdybym chciał sfotografować, każde bazgroły, podpisy, wyznania miłosne, musiał bym zrobić ok 50zdjęć

Ostatni odwrót za siebie, fotka i w drogę powrotną

 
 

Obiekt choć poświęcony nazistom, fascynuje i to bardzo. Nigdy nie interesowała mnie naziemna architektura, jednak ten obiekt naprawdę mnie ujął. 
Szkoda tylko, że z powodu zaniedbania urzędników Wałbrzycha niszczeje i służy jako miejsce alkoholowych libacji.

Jest to jedyne Mauzoleum, które przetrwało upadek ideologii Hitlera, poprzednie 2 budowle wysadzono, być może przetrwa kolejne 70 lat.

Film ze zwiedzania podziemi:

 

Miedzianka- Polskie miasto duchów

Data: 5 Października 2012
Godzina: 11:23
Temperatura: ok 11C
Koordynaty:   50 52 43 05  15 56 32 58

Miasto duchów, tak określana jest miejscowość Prypeć na Ukrainie, która została wysiedlona po katastrofie w Czarnobylu.
W Miedziance jeszcze żyją ludzie… No właśnie, jeszcze.

Nie chcę się rozpisywać na temat historii tej miejscowości, gdyż na ten temat powstało wiele publikacji i książek choćby najnowsza: „Miedzianka, historia znikania”no ale słowem wstępu:

Po 1945r Armia Czerwona zlokalizowała na terenie złoża uranu, wkrótce zaczęło się wydobycie, duże połacie terenu zostały wyłączone z użytku, teren ogrodzono i poustawiano uzbrojonych strażników. Przy wydobyciu pracowali Polacy, jednak byli oni zobowiązani do zachowania tajemnicy, mówiąc prościej, nie wolno im było nikomu mówić co konkretnie wydobywali.

Do tego momentu miejscowość rozkwitała. W Miedziance budowano osiedla, powstawały domy, było tu kino, browar, a nawet spory rynek.





Miejscowość miała się dobrze, ale do czasu…

Uran wydobywano w sposób „brutalny”, niszcząc okoliczne lasy, wkrótce uran zaczął się kończyć, a Rosjanie dosłownie zrównali większą część miejscowości z ziemią.


Dziś nie ma nawet śladu po osiedlach, domach, nawet groby były wykopywane, mieszkańcy pamiętają jak po wsi biegały psy z ludzkimi szczątkami w pyskach.

Dlaczego Armia Czerwona tak postąpiła? Do końca nie wiadomo, prawdopodobnie chcieli zatuszować wydobycie.

Jak Miedzianka wygląda obecnie?
Jest tu kilkanaście rozpadających się domów, co prawda w wikipedii jest napisane, że ludzie zaczynają się tu budować, aczkolwiek w to powątpiewam 🙂

Jakość żadnego nowego budynku nie widziałem, bo kto by chciał mieszkać na górniczym terenie, gdzie co roku ziemia i ulice się zapadają?

A w lesie pełno niezabezpieczonych wyrobisk? (głębokość ok 6m)

 

Również w lesie można zauważyć ślady fundamentów, zdjęcie poniżej przedstawia wnętrze czyjegoś domu.

Tu kiedyś mieszkali ludzie, dziś trudno w to uwierzyć. Poniżej „dom”

Od kolegi z którym tu przybyłem dowiaduję się, że w miejscu obecnej zarośniętej łąki był rynek, na terenie ogrodzonego pastwiska był cmentarz, teraz pasą się tu krowy.

Każdy kto przejeżdża przez Miedziankę widzi wiochę, stojące rudery, ale przypominam, że nie zawsze tak było.

Wyprawę do Miedzianki odkładałem z tego względu, że namierzenie szybów wydawało mi się trudne, na szczęście kolega bardzo dobrze zaplanował wyprawę i mogłem się do niego dołączyć.
Przedstawię wam fotorelację z Miedzianki  i Ciechanowic, miejscowości te są położone niedaleko siebie.

Po przejściu na pastwisko, znajdujące się zaraz przy drodze, natrafiamy na ciekawy obiekt.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sądząc po promieniowaniu, sztolnia miała do czynienia z uranem.   

Tak jak wcześniej pisałem dziur w ziemi jest od groma

 

Śmieci niestety też

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jednak niektóre śmieci mogą być interesujące. Rozbite butelki po piwie z miejscowego browaru.

 A wracając do promieniowania, to bardzo duży odczyt uzyskałem przy zasypanym szybie.

Bo ponad 12uSv/h!, tyle nie miałem nawet na hałdzie urobku w Grzmiącej, a w Miedziance stałem tylko przy szybie, tak więc złoże musiało być bardzo bogate w uran.



Na terenie Miedzianki zlokalizowanych jest kilka szybów, jako, że nie były one jakoś szczególnie opisane postanowiliśmy je odwiedzić, po drodze oczywiście mijaliśmy dawne domy.





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeden z zasypanych, ale nie zabezpieczonych szybów.

W pewnym momencie natrafiliśmy na wmurowaną w ziemię tablicę, na początku myślałem, że to zabetonowany szyb, ale…


















 

 

 

 

 

 

okazało się, że jest to nagrobek. Poniższe zdjęcie przedstawia wnętrze sarkofagu, tak… jacyś debile podkopali się pod płytę, żeby zajrzeć do środka i jako, że w środku znajdują się gałęzie śmiem twierdzić, że ktoś tą trumnę zniszczył.


Wychodząc z lasu, zauważyłem słupek z dziwnym znaczkiem, dowiedziałem się, że w ten sposób oznaczano kopalnie.

W stosunkowo niewielkiej odległości, zlokalizowaliśmy kolejną sztolnię.

A w niej kości, na szczęście nie ludzkie.

Błotnisty zawał.

Na szczęście są jeszcze inne korytarze.

Na zdjęciu słabo to widać, ale woda jest krystalicznie czysta.


Czasami było nisko.


Drzewo rosnące nad wejściem robi imponujące wrażenie 🙂

 Sztolnia w Ciechanowicach

W sztolni jak zwykle śmieci.

Krystalicznie czysta woda zmęcona przez Łukasza 😉

Tu były wapienne nacieki, wcześniejsi eksploratorzy niestety je zniszczyli.


Korytarze miały odnogi, jedne krótsze inne całkiem spore.

Pleśń

Im dalej tym bardziej muliście

Stare podkłady.

Kolorowe formacje mineralne

Krystaliczna, zimna woda (nalało mi się do kaloszy)

Ktoś pewnie znaczył, sobie drogę powrotną

Srebrne wilgotne skały miały swój klimat


Chociaż z drugiej strony, nie wziąłem ze sobą rękawiczek i całe ręce miałem upaćkane.

Nocek duży.

Ostatnia sztolnia, którą udało się nam zlokalizować również była w Ciechanowicach, niestety wejście do niej wymagało użycia pontonu.

Kolejna miała znajdować się niedaleko Wapiennika, po drodze trafiliśmy jeszcze na to:


Prawdopodobnie sztolnia odwadniająca, niestety znajdowała się ona po drugiej stronie rzeki.
Wapiennik.

Czyli:

Oczywiście w planach było więcej obiektów, niestety było już późno i ciemno, więc na pewno tu wrócę.



Z domu wyjechałem o 9:30 a wróciłem o 20. Tak więc trochę km zrobiliśmy.