Archiwum kategorii: Urbex

Dzień pełen atrakcji

Data: 11 Listopada 2013
Godzina: ok 10:00
Temperatura: ok 9C
Koordynaty: 50° 51′ 4.21″ 16° 22′ 10.35″

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

MAŁY, średni, pół-armageddon

Nie za wiele mówiący ten tytuł… wiem. W związku z tym od razu się określę. Razem z kolegami wzięliśmy za cel zamek/pałacyk w Mokrzeszowie, a przynajmniej to on poszedł na pierwszy odstrzał.

 Jeżeli o nazewnictwo chodzi, to najczęściej można obiekt spotkać pod nazwą „Szpital zakonu kawalerów Maltańskich” Obiekt pełnił funkcję szpitala od roku 1886 do 1926, a następnie został sprzedany. Kolejne przeznaczenie obiektu jest bardzo ciekawe, bo w okresie IIgo wojennym obiekt był tzw „Domem Matek”Lebensborn. Ale wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z domem dla kobiet samotnych, czy cuś. W domu mieszkały kobiety czystej krwi aryjskiej, by… jak by to napisać… napiszę wprost, produkować dzieci. Dom dla mężczyzn mieścił się prawdopodobnie w Boguszowie. Po kilku miesiącach, narodzone w Lebensborn dzieci był zabierane matkom i wywożone w głąb III Rzeszy. Podobno jedna z piosenkarek Abby jest dzieckiem urodzonym w
Lebensborn. Po wojnie obiekt był budynkiem koszarowym, następnie szkołą, by skończyć na byciu ruiną. W końcu obiekt kupuje Pan Diethelm, Niemiec. W planach ma urządzenie hotelu, tak przynajmniej głosiły plotki, bierze się za robotę, remontuje część wnętrz i wyjeżdża, ślad za nim ginie. obiekt niszczeje, niszczeje, dalej niszczeje, aż w końcu ktoś chce odebrać temu Panu pałacyk, bo… niszczeje. Niestety nie jest to takie proste, ha! wręcz niemożliwe. Już chyba wszystkie instytucje tego próbowały, za Panem Diethelm’em wysłano nawet list gończy z oskarżeniem o zaniedbanie, a tym samym zniszczenie obiektu będącego zabytkiem. 

Na teren pałacyku wchodzimy otwartą furtką znajdującą się na tyłach posesji (jest już zamknięta)

Resztki fontanny

 Co do wejścia do środka budynku.

Drzwi wejściowe

 

Sklepienie na „ganku”

Wejście do piwnic

 Zapadliska w budynku obok głównego gmachu

 Wspomniany budynek, obok głównego gmachu 🙂

 Pora wyjść z piwnic.


Zasypana studnia. 

 Stróżówka 😉


 Koniec… zapytacie, a gdzie zdjęcie z wnętrza budynku? ehh… nie ma i nie będzie.
Pomijam fakt, że do środka dobijały się osoby różnej maści, złomiarze i eksploratorzy. W całym necie widziałem tylko jedną fotorelację z wnętrza i to w dodatku składającą się z góra 10 zdjęć. Czemu? Bo obiektu pilnuje stróż. Nie, nie taki stróż jaki wam teraz przyszedł na myśl (Biedronka i te sprawy) Jest pewien Pan, który praktycznie przez 24h i cały rok pilnuje obiektu. Nie wiem jak bardzo blisko mieszka, ale widocznie ma bardzo dobry widok na obiekt, bo jak wspominałem wejście jest niemożliwe. Przekupienie stróża? My tego nie robiliśmy, ale zapomnijcie, serio. 
Dopiero w końcowym momencie zwiedzania zostaliśmy przyłapani, a być może po prostu temu Panu nie chciało się za nami latać i czekał na nas przy drugiej bramie wejściowej. Na początku był zdeczka nerwowy, ale po spokojnej rozmowie, spuścił z tonu, tak czy inaczej był wkurwiony.
Rada dla wszystkich? Podejdźcie pod obiekt, zapytajcie pierwszą lepszą osobę o możliwość wejścia na teren obiektu i porobienie fotek. Czemu pierwszą lepszą? Bo najbliżej stojąca od was osobą, będzie ten stróż 😉

Kolejnym obiektem, który chcieliśmy odwiedzić był kompleks Jugowice.
W skład kompleksu wchodzi kilka sztolni, mniejszych jak i tych dłuższych, my weszliśmy do środka wejściem nr 2.

Widoczne ślady po podkładach kolejowych

 A już myślałem, że żadnego nie spotkam 🙂


Zdjęcia z lampą nie wychodziły, zostało długie naświetlanie do którego niezbędny jest statyw, ja robiłem fotki z ręki. Pocieszam się, że nie jest tak źle 🙂

Sztolnia prawie w całości jest zalana, standard. A w całym obiekcie zalega masa przegniłych belek. Nie spodziewałem się, że w środku będzie tak ciekawie, a chodniki takie długie. Miła niespodzianka 🙂
Pora wyjść, a więc wczołgać się po liściach.

Reszta wejść jest niedostępna

 Chociaż to jest obiecujące i przy pewnym nakładzie pracy, wejście można udrożnić.

Na pierwszym planie drzwi.

Kolejne wejście.

W bezpośrednim sąsiedztwie sztolni znajduje się tablica pamiątkowa. 

W okolicznych lasach natrafić można na ruiny budynków, prawdopodobnie koszarowych.

Wszystkie wysadzone.

 W drodze powrotnej odwiedziliśmy w Jugowicach starą lodownię.

 W obiekcie można zauważyć, że ktoś próbował się przebijać przez cegły.

W oddali Zamek Grodno.

 Kierując się w stronę Mokrzeszowa, kolega zauważył dziwną budowlę, więc udaliśmy się w jej kierunku.

 Toż to dom, przebudowany z wiatraka (prawdopodobnie) 🙂

Po powrocie do Mokrzeszowa, odwiedziliśmy jeszcze zespół folwarczny.

Przed pałacykiem, którego zdjęcia widzieliście u góry, znajdowały się zabudowania należące do wszelkiej maści pracowników.

Wejście do jednego z budynków. Godło niestety jest nieczytelne.

 Jedna z bram wjazdowych prowadząca na dziedziniec.
Obok bramy znajduje się kolejny budynek. Postanowiliśmy do niego wejść.


Dzień zakończyliśmy wizytą w czymś w rodzaju restauracji. Nie będę podawał jej  nazwy z uwagi na fakt, że jedzenie które z początku mi smakowało (byłem bardzo głodny) zaczęło mi nie smakować 🙂


To by było na tyle 🙂 Na przyszły tydzień też się coś wymyśli, o ile pogoda dopisze. A jak nie dopisze to… a sami zobaczycie 🙂

Zakłady Azotowe/IG-Farben

Data: 10 Listopada 2013
Godzina: ok 10:00
Temperatura: ok 9C
Koordynaty: 50° 45′ 29.64″ 16° 15′ 50.97

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
BRAK, małe, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

MAŁY, średni, pół-armageddon

Pamiętacie, jak wspomniałem w poście  IG-Farben- Wałbrzych o zakładach azotowych, które były zaadaptowane później na produkcję benzyny syntetycznej?
Dzisiaj wraz z kolegami odwiedziliśmy min. dawne zakłady azotowe i ponownie wszedłem do sztolni, żeby pobrać próbki… Ten kto ma Facebook’a, wie o co mi biega z tymi próbkami, reszcie już tłumaczę. Na wzgórzu Matyldy, a więc nad sztolnią, mieścił się magazyn jakiś substancji, prawdopodobnie chodzi o surową smołę koksowniczą, ale przy przetwarzaniu węgla na benzynę korzystano również  min z benzoli, amoniaku, czy azotu właśnie.
W sztolni zalega cała masa czarnej substancji, która śmierdzi, jest łatwopalna, a na powierzchni wody zostawia taki oto ślad:

Jako, że to czarne coś przecieka ze wzgórza do sztolni, to przecieka również ze sztolni w grunt i do wód gruntowych, a to jest już zanieczyszczaniem środowiska. Sprawą zainteresowałem Wałbrzyski oddział Inspektoratu ochrony środowiska. WIOŚ sam pobierze próbki gruntu, wody, czy czego tam będzie potrzebował, ja się pobawię z moimi 🙂
Dobra, bo się za dużo rozpisałem, więc zaczynamy z grubej rury.
Dawniej teren zakładów azotowych jak i koncernu IG-Farben wyglądał tak:

 Dzisiaj już nic się nie ostało, teren zmienił się nie do poznania. Haszcze, zrujnowane budynki i… fragmenty zastygłej smoły.
Oczywiście „kamyczków” była całą masa
Wtedy zauważyliśmy dwa zbiorniki na smołę.

Śluza, przez którą można było wybierać/wylewać smołę

 Zastygłe fragmenty

I lepszy widok na śluzę.

 Widok na przeciwną stronę, widać beton, tam też się kierujemy.

 Jeszcze nie zarośnięty placyk

Ta „trawa” to tak na prawde bagno, do którego nie chciałbym wpaść, bo wierzcie mi, woda nie była przezroczysta 🙂

Placyk z bliska, pokryty smołą.

 Dziury w ziemi, kanały itp, to tutaj standard.

Dziwne metalowe płytki, na pewno nie są to zbrojenia.

To przypomina klapę wejściową.
Teren bardzo przekopany, prawdopodobnie przez złomiarzy szukających kabli.

W końcu zbliżamy się do betonowej ściany.

To jedna z bocznic kolejowych.

 Dalej, przede mną, pokazują się schodki prowadzące na szczyt góry.

A wreszcie, również budynek zakładów azotowych.

Widok za mną, tutaj lepiej widocznie miejsce, gdzie mieściła się bocznica kolejowa.

Tutaj również schodki, a także tunel niewiadomego przeznaczenia.

Jednym z ciekawszych obiektów, był jednomiejscowy bunkier wartowniczy.

Po oględzinach udaliśmy się do zakładowego budynku.

Ja zwiedzanie postanowiłem zacząć od dachu.

Min. na dachu, stały zbiorniki zawierające różne chemikalia, poniższymi rurami transportowano prawdopodobnie substancje/gaz do innych miejsc.

Podstawa pod silos, dalej na dachu 🙂 niech ten las was nie zmyli.

Na górze nie było za wiele do zwiedzania, więc zszedłem na dół do chłopaków.

Hala robi bardzo fajne wrażenie, dobre miejsce na sesję zdjęciową.

To poniżej, wygląda jak to u góry (mam tu na myśli dach) Przy czym, całkiem prawdopodobne, że jest to podziemny zbiornik. Bo choć na zdjęciu tego nie widać, mniej więcej jest coś co przypomina zabetonowaną klapę.

 🙂

 Fundament pod coś, czy również zakorkowany zbiornik?

Pomieszczeń jest całkiem sporo.

 Zdarzały się też te zasypane

Szyby były powybijane, większość z nich została uszkodzona na ten sam sposób,  coś małej średnicy robiło dziurę, a reszta się kruszyła. Pociski najlepiej tutaj pasują. Na tą ciekawostkę uwagę zwrócił Filip.

Kanał techniczny?

  Ehhh… pora się pożegnać z tą piękna strukturalnie budowlą i ruszyć dalej.

 
Kolejnym celem na mapie był schron, niestety został on doszczętnie zniszczony wraz z budynkiem znajdującym się nad nim.
Zaraz po wejściu naszym oczom ukazało się to:

A jeszcze kilka lat temu, był to bardzo dobrze zachowany i co najważniejsze, spory obiekt.

Następnym punktem było odwiedzenie szybu Matylda:

 Dawniej szyb był zakorkowany, ale pewni ludzie sobie z tym poradzili i wymontowali znajdujące się żelastwo 🙂 Obecnie maszyna wyciągowa, znajduje się w muzeum w Kowarach. Uchroniło to ją przed sprzedażą na złom.
W pobliżu nadal znajdują się pozostałości po zabudowie kopalnianej.

 Na koniec odwiedziliśmy IG-Farben. 

Piotrek chciał sfotografować sztolnię. Ja fotek nie robiłem, poprzednim razem zrobiłem ich wystarczająco 🙂

Na koniec chcę jeszcze raz podziękować Filipowi za to, że znalazł czas i poszedł z nami, Piotrkowi, za zapał, dzięki któremu powróciłem w ten rejon i mogłem obfocić Zakłady Azotowe, a także za zdjęcia, bo te przedstawiające moją osobę, są autorstwa Piotrka. 
Dzięki!

Podziemny Zamek Książ

Data: 2 Listopada 2013
Godzina: ok 11:00
Temperatura: ok 10C
Lokalizacja: Zamek Książ

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

mały, ŚREDNI, pół-armageddon

Wstęp: Tytuł tego wpisu jest zarazem nazwą konta na FB, profil znajdziecie TUTAJ.
Fan page jest rzecz jasna poświęcony podziemiom zamku Książ, no ale to logiczne 😉
Temat Książa jest tak obszerny, że spokojnie można by na jego temat książki pisać, a nawet tworzyć filmy. Teorie spiskowe? jest ich cała masa, przeznaczenie podziemi? każdy ma swoją teorię. Są grupy, pasjonaci, którzy skupiają się głównie na Książu i drążą ten temat od wielu lat. Dlatego też moja fotorelacja będzie tylko liźnięciem tematu. 

Póki pamiętam, jeżeli chcecie być na bieżąco odnośnie prac eksploratorskich prowadzonych na zamku, serdecznie zapraszam na stronę Stowarzyszenia Dolnośląska Grupa Badawcza
Chłopaki znają się na rzeczy i bardzo rzeczowo prowadzą prace na terenie obiektu.

W Książu byłem tylko raz, zresztą pisałem o tym na blogu. Tym razem zamek odwiedziłem z Filipem 🙂 Dostępna turystycznie część podziemi to tylko czubeczek, wręcz skrawek góry lodowej. Wstęp do reszty kompleksu jest niemożliwy ze względu na to, że Państwowa Akademia Nauk zamontowała tam urządzenia pomiarowe, min sejsmografy.

Sprzęt bardzo czuły no i drogi. Czy było nas stać na zakup specjalistycznej aparatury?
Kilka miesięcy temu w komentarzu przeczytałem ciekawostkę, jakoby cały sprzęt wraz z oprogramowaniem wart ok 1mln $, był podarowany przez Amerykanów! W zamian mieliśmy, a może nadal mamy, informować USA o ewentualnych ruchach sejsmicznych ziemi z rejonu Rosji. 
Po co? bo ruchy skorupy ziemskiej powodują również próbne wybuchy jądrowe 🙂 
Widziałem tylko kilka fotek z podziemi mieszczących się za drzwiami powyżej i stwierdzam, że są one naprawdę spore. Jedna z teorii mówi, że PAN specjalnie wpieprzyłs się tam do środka z zabawkami, żeby uniemożliwić eksplorację obiektu, a nóż widelec odkryjemy coś, co nie spodobało by się Niemcom. Żeby była jasność, zdaniem niektórych osób, ktoś czuwa nad tym, aby pewnych miejsc i obiektów nie odkryć, no ale zostawmy te domysły. 

Prócz podziemi turystycznych i tych zajmowanych przez PAN, ciekawym obiektem są tzw. tunele ciepłownicze, które biegną pod większością zamkowych kompleksów. Min. stadniną, pocztą, samym zamkiem, domem muszkieterów, domem służby itp.

Poniżej mapka obrazująca min. przebieg tunelu ciepłowniczego (kolor pomarańczowy)

 

 

Mapka nie jest moje autorstwa.

No to zaczynamy, wejście. Różnica poziomów to ok 2m, a zalegające na dnie liście nie ułatwiają zeskoku, bo łatwo skręcić nogę na schodkach prowadzących niżej.

Rozgałęzienie.

Najpierw poszliśmy w górę. Tunel jest dobrze wentylowany, nie czuć wilgoci.

Ale niektóre fragmenty chodnika były bardzo błotniste.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fragment starej rury i resztki podkładów na których położone były rury C.O 

Co jakiś czas mijaliśmy takie puste wnęki z metalową szyną, nie wiem czemu mogło to służyć.

Spora część odnóg jest całkowicie zawalona/zasypana.

 
 
 
 
 

Teraz widzę, że nie zrobiłem fotki głazów i odłamków skalnych zalegających na dnie chodnika, na poniższej fotce widać tylko małe ich ilości. Tak naprawdę cały tunel jest usiany kupą kamieni. Filip zadał mi pytanie, ja również je zadam, skąd te kamienie skoro wszystko jest ceglane? 😉

 Końcowy odcinek tunelu, Filip próbuje się dowiedzieć co jest dalej. Ze wstępnych oględzin wynika, że dalsza część tunelu jest zawalona i prawdopodobnie zabetonowana, gdyż na końcu widać beton.

 Dobra, nie chce mi się bawić w usuwanie linków do zdjęć więc… PS: mam zdjęcie kamieni 🙂

Złaziłem już kilka sztolni, ale nigdzie nie było tylu sieciarzy jaskiniowych (najbardziej jadowitych pająków w Polsce) Tutaj, jeden z wielu kokonów 🙂

 Wyjście, a zarazem wejście do drugiej najbardziej rozległej odnogi. Ta z której wracam ma ok hmm.. 200m?

Przy schodzeniu trzeba bardzo uważać, spadek jest pod sporym nachyleniem.

Widok po zejściu.

Fragmenty pordzewiałych rur, wystających ze ściany.

 
 

Chodnik jest w bardzo dobrym stanie technicznym.
Przy czym, tutaj zaczyna występować woda 🙂

Wnioskować można, że rury nadal spełniają swoją rolę.

Wnęki występują tu w dużych ilościach.

Brrr 🙂

 Po prawej stronie chodnika widać zasypaną odnogę, aczkolwiek prześwit jest spory.

 Wnęka, tutaj nie ma szyny, przy innych ją zobaczymy.

 Chodnika ciąg dalszy.

Nie wiem, czy uwieczniłem inne przebitki, ale jest ich stosunkowo dużo.

 

Skrytka? Raczej nie 🙂

 Jest i szyna:)

 W niektórych miejscach grubość ściany ma… 4 cegłówki w innych ledwo 3. Skąd ta różncia w grubości, no i po co obudowa ma aż taką grubość, czyżby powód był prozaiczny, izolacja cieplna?

Kolejna wnęka, a za nią komora 🙂

Wnęka + nacieki 🙂

No i wnętrze komory, a dokładnie widok na zasypany szybik.

To zdjęcie lepiej pokazuje pomieszczenie.

Nie stać, nie rozglądać się, idziemy dalej. 
W odległości może 30m w świetle latarek coś się jarzy na zielonkawy kolor. Gasimy latarki…   zapalamy, znowu coś odbija światło naszych latarek, po chwili podchodzimy i… nic tam nie ma. Stawiam na kota, jednak nigdzie po drodze na żadnego zwierza nie natrafiamy.
Są i takie niespodzianki.

Pora wyjść, Filip chce mi pokazać jeszcze jedna ciekawostkę.

 Pod tymi ruinami, kryje się mała salka niewiadomego przeznaczenia.

Na tym placyku, dawniej mieściła się szklarnia.

Trzeba się wczołgać.

Płyty nad komorą.

 A więc, pomieszczenie, miało co najmniej 3 wejścia, to którym myśmy się dostali i dwa powyższe (1fotka)
Przeznaczenie nieznane.
Pora znowu wskoczyć do dziury, bo tunel ciepłowniczy się jeszcze nie skończył.
A przecież zdjęć nie robiłem co 10m.

Wózki, opony, różne fanty 🙂

Pod stopami zaczyna coś dudnić, czyżby tunel miał dwa poziomy? Ktoś prawdopodobnie chciał to sprawdzić.

W sumie tylko w jednym momencie zrobiło się mniej bezpiecznie, gdy nad głową zabrakło obudowy, były za to tony ziemi.

 

 Jeden z dwóch śpiochów 🙂

Wnęka.

 No i najlepsza sprawa 🙂  Dokąd prowadzą te schody?

 Filip postanowił to sprawdzić.

Z poniższej dziury robiłem fotki schodów, ale to nie jedyne schodki, są takie prowadzące jeszcze wyżej… 🙂

To co zobaczył Filip po wejściu po schodkach. Co jest za ścianą? Standardowo, nie wiem.

 Wspomniałem o drugich schodach, widać jest na poniższym zdjęciu, prawy górny róg.

W połowie drogi, widać szczebelki prowadzące do klapy, klapa niestety zamknięta.

 

Włazimy do dziury i idziemy dalej.

Kolejne zamurowane przejście.

W tym odcinku rury są „nowe” więc zapewne instalacja działa, w sumie to na pewno działa.

Kolejna zasypana odnoga.

 Widoczna „wata” to prawdopodobnie wełna mineralna.

Końcowy odcinek tunelu, idziemy po schodach, do środka dostaje się światło i słychać rozmowy ludzi.  Wchodzimy na górę, rozglądamy się i… wracamy.

 Śpioch nr 2

Po wyjściu z tunelu, kierujemy się ku zamkowi, tam wchodzimy to kolejnego tuneliku, nie znam jego przeznaczenia, nazwijmy go więc tunelem X.

 Zamurowane wejście do baszty.

To jednak nie baszta jest naszym celem.

Na stropie… rdza.

Otwory strzałowe.

Szczerbówki.

 
 

 

  

I w ten oto sposób kończę temat tuneli ciepłowniczych pod Zamkiem Książ.
Jaka jest łączna długość korytarzy? Myślę, że metraż oscyluje w granicach 1km. Sporo. Tunele są w bardzo dobrym stanie technicznym i chyba była by to lepsza alternatywa dla podziemi turystycznych, które można by po prostu nazwać piwnicą. No, ale tak się nie stanie.
Oby tylko obiekt nie został zniszczony przez wandali.

Na przyszły tydzień też mam plany, więc oczekujcie na wpis 🙂

Pozdrawiam, Rafał/LEON. 

Kurs Kamienna Góra II- schron

Data: 26 Października 2013
Godzina: ok 15:40
Temperatura: ok 15C
Koordynaty:  Kamienna Góra ul. Wiejska

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

MAŁY, średni, pół-armageddon

 Jeżeli czytasz wpisy na bieżąco to zapewne kojarzysz o czym był pierwszy wypad do Kamiennej Góry. W każdym bądź razie w drodze powrotnej, razem z Robertem  zahaczyliśmy o dawny schron, do którego wejścia były zabetonowane/zakratowane, tutaj link do poprzedniego wpisu KURS I
Dzisiaj, po wymianie dosłownie kilku internetowych słów dowiedziałem, się, że jedno z wejść jest już drożne 🙂 Więc zadzwoniłem po Roberta i ruszyliśmy w drogę…

Po dotarciu na miejsce, naszym oczom ukazał się znany widok.

 W budowli z kominem, który pełni funkcję czerpni powietrza, mieści się jedno z 3 wejść do obiektu. 

Standardowo, zaraz po wejściu na spągu zalega mnóstwo szkła

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po obu stronach ścian widać długie wnęki, które być może kiedyś pełniły funkcję wentylacyjne

Na stropie resztki haków, na których zawieszone były kable od oświetlenia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W pewnym momencie zaczynamy zauważać małe pomieszczenia wykute w ścianach

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolejny z haczyków

 Na tej fotce bardzo dobrze widać wyżłobienia, ślady po kuciu sztolni.

Jeden z elementów odwodnienia obiektu
I kolejne okienko
Otwory strzałowe, w schronie jest ich cała masa

 

 Resztki rur, które odprowadzały wodę


 Poniższym, ceglanym tunelem przechodzimy do drugiej części schronu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Otwory są wielkości pięści dorosłego faceta, zapewne ślady po wiertle

 Jedno z pomieszczeń

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ktoś chciał się dowiedzieć, czy aby za ścianą nie ma ukrytego przejścia

Przejście

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poziome wnęki ulokowane po obu stronach ściany

 Korytarza ciąg dalszy

Wspominałem (albo i nie) o 3 wejściach. Przy każdym znajduje się ta sama konstrukcja odwadniająca

 Wejście nr 2 od środka

 Komin wentylacyjny nad wejściem nr 2

 
 
 

Tak to się kończy, gdy nie macie statywu

Ślepy korytarz

Coś jakby świeża robota 😉

Kolejna wnęka

Wejście/ wyjście nr 1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ćma szczerbówka

No i LEON 😉

 A teraz wszystko usystematyzujmy. Wchodziliśmy wejściem nr 3 i kolejno cofaliśmy się do jedynki. Schron był schronem przeciwlotniczym dla mieszkańców Kamiennej Góry. 
Wszytko trzyma się mocno, więc bez obaw, ale na własną odpowiedzialność można schron „zwiedzić”

Film z wypadu

 

W drodze powrotnej wpadliśmy poszukać śladów sztolni, która miała się znajdować za marketem Biedronka. Ślady były bardzo widoczne 🙂 Spore zagłębienie, na dnie woda, studzienka idąca w dół,  zasypane wejście do sztolni i ślady jakiegoś budynku 🙂 Niestety fotek nie mam.


To by było na tyle, pozdrawiam w imieniu swoim jak i Roberta, który towarzyszył mi w tym wypadzie.

Kierunek-Wzgórze Gedymina

Data: 13 Października 2013
Godzina: ok 14:40
Temperatura: ok 15C
Koordynaty:  Wałbrzych, dzielnica Gaj

Lokalizacja obiektu  
ŁATWA, średnia, bez trapera się nie obejdzie
Zapotrzebowanie sprzętowe
brak, MAŁE, średnie,
musisz załatwić tragarza
Poziom trudności  

MAŁY, średni, pół-armageddon

Jak już wspomniałem we wcześniejszym poście, na niedzielę zaplanowaliśmy razem z Filipem kolejną akcję. Kolega wspomniał o schronie, do którego wejście miało by się znajdować w małym nasypie w dzielnicy Gaj. Tak się składa, że wejście jest bardzo widoczne, bo wystarczy wejść na górkę by zobaczyć pomieszczenie znajdujące się poniżej. Problem tkwił w tym, że różnica poziomów wynosiła ok 5m, więc musieliśmy skorzystać z mojego ciężkiego wynalazku 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prowizoryczne zabezpieczenie liny przed przetarciem.

 W środku rupieciarnia.

I ciekawe drzwi.

Wnętrze.

Pomieszczenie to prawie, że kwadrat o wymiarach ok 7x7m. Pośrodku znajduje się filar.
Do tego dochodzi pomieszczenie z piecem i jeszcze jedno o podobnych wymiarach co to pierwsze.

Nie trzeba było się długo zastanawiać, żeby stwierdzić, że nie mógł to być schron. Zbyt dużo tu różnego rodzaju otworów. Zresztą, kubatura mówi sama za siebie. Kotłownia? Z jednym piecem? Być może było ich więcej, ale w takim razie czemu służyło wejście, przez które dostaliśmy się do środka? Być może zauważyliście, że nie ma tam śladów po ewentualnej drabince. Tak szczerze powiedziawszy, nie potrafię wskazać potencjalnego przeznaczenia tej budowli.


To by było na tyle, jeżeli chodzi o niezałatwione sprawy z poprzedniego wypadu.


Wzgórze Gedymina…Nazwa jakoś specjalnie mi się nie kojarzy, dopiero Filip powiedział mi co się tam kiedyś znajdowało. Zapakowaliśmy się w samochód i podjechaliśmy na miejsce. 

Na początek cofniemy się do roku 1838, kiedy to na polecenie Augusta Zempli’a, znanego lekarza ze Szczawna, na wzgórzu powstał drewniany pawilon- nazwany Belwederem. W ciagu kilku najbliższych lat obiekt rozbudowano i zmodernizowano. Około roku 1841 Belweder przebudowano na budowlę murowaną, dobudowano wieżę widokową i tarasy. Obok znajdowały się dwie skocznie narciarskie i strzelnica. 
Najlepiej zobrazują to zdjęcia archiwalne, które zapożyczyłem ze strony
 www.dolny-slask.org.pl Jak dla mnie jest to największa internetowa skarbnica archiwalnych fotografii.

 Na znajdujących się nieopodal polanach znajdowały się znane w całej Europie pola golfowe.

Magiczne miejsce prawda? To teraz pora na szarą rzeczywistość 🙂

„Skocznia narciarska”

















 

 

 

 

 

 

 

Jak teraz wygląda pole golfowe? Wystarczy się przejść na Słoneczną Polanę (Szczawno- Zdrój)
Nie mam fotki, w każdym razie pola golfowego już dawno nie ma.
Po drodze na górę, mijamy ceglaną, ceglaną… czerpnie wody? Tak bym to nazwał.

 A tak obecnie wygląda Belweder i wieża widokowa.

Czas zrobił swoje. Nie oszczędził on również jednego z najbardziej ulubionych miejsc wypoczynkowych kuracjuszy, którzy korzystali z leczniczych wód Szczawna.

Rzecz jasna, Belweder, który pełnił również funkcję restauracji, musiał mieć stałe zaopatrzenie, również w wodę, którą należało przetransportować na wzgórze. W tym celu, obok budowli powstała tzw. cysterna, podziemny zbiornik wody pitnej.

 Klapa niewiadomego przeznaczenia z przodu cysterny.

I górny właz, jak widać zabetonowany, tylko to nas powstrzymało od penetracji wnętrza. Przez luki udało się nam zobaczyć i zorientować w rozmiarze zbiornika, jest on naprawdę spory i głęboki.

I wszystko było by ok, gdyby nie fakt, że podobnych zbiorników jest więcej, więcej jest też dziwnych studzienek, wypełnionych wodą, pod którą schodzą drabinki.
Jeżeli wszystkie zbiorniki, które dziś są wypełnione wodą opadową miał służyć za ujęcia, to przeraża mnie ogrom tego typu obiektów.

Zszedłem do tej studzienki, w środku jest zbiornik o średnicy ok 7m i głębokości ponad 10m. Tak mi się przynajmniej wydaje. Trudno określić głębokość, bo lustro wody zakłamuje ocenę.

To tylko kilka z nich, które udało się nam znaleźć podczas kilkunastominutowego marszu.

 

Czy ten cały system studzienek, rzeczywiście miał tylko zasilać pobliski kompleks? Wiele osób zadaje sobie to pytanie.
Podczas wycieczki, Filip pokazał mi znalezisko z „artefaktami” 🙂 Pod jednym z wiekowych drzew zakopany był garnek z zawartością. Nie wiem, czego fragmentem jest to żelastwo, ale ktoś je tutaj w jakimś celu zakopał. Wykop.
Pojemnik ze znaleziskiem.

Jaki udział mieli w tym miejscu Niemcy? Bo wiadomo, że kilka budowli powstało za ich panowania na tych terenach. Temat określany jest mianem Hydrozagadki, zresztą nie trudno się temu dziwić. Wg niektórych źródeł, pod górą parkową idą chodniki kopalniane, czy Niemcy coś w nich ukryli? Mówi się również o strzelnicy Werwolfu, której resztki mieliśmy okazję zobaczyć. Ile w tym wszystkim prawdy? Jak zwykle nie wiadomo 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Bawicie” się w Geocaching? 🙂   PS: Skrzynka została na miejscu.

I tym miłym akcentem kończę ten wpis. Na koniec dodam tylko, że trafiliśmy na bardzo ciekawy ślad o którym nie mogę tutaj wspomnieć. Jak tylko coś ruszy to się o tym dowiecie 🙂